środa, 13 marzec 2019 08:04

Małgorzata Dąbrowska: Kto nie ryzykuje ten nie pije szampana

Napisała

Małgorzata Dąbrowska, autorka projektu biznesowo-coachingowego Boski Biznes i warsztatów motywacyjnych dla kobiet opowiada o początkach swojej przygody z biznesem i o tym, co daje je siłę, którą dzieli się w kobietami.

Jej mottem są słowa: „Jeśli Twoje wyniki nie są jeszcze takie jak tego chcesz to znaczy to tylko tyle, że czegoś jeszcze się nie nauczyłeś/łaś”. Konsekwencją tych słów jest ciągły rozwój. Jej projekt Boski Biznes świętował w tym roku swoje drugie urodziny i ciągle się rozwija. Coraz więcej kobiet „zaraża” się jej optymizmem i wspiera nawzajem w prowadzeniu własnych firm. A wszystko zaczęło się właśnie w Dębicy.

Jak zaczęła się Pani przygoda z biznesem?

- Swoja karierę rozpoczęłam jako nauczyciel. Pół roku prowadziłam chór i zespół, a potem poszłam na rok do szkoły. Już po roku doszłam do wniosku, że nie do końca jest to środowisko, w którym chcę zostać. Bardzo szybko zrozumiałam, że pociąga mnie biznes, organizowanie, tworzenie. Poszłam do pracy do agencji celnej, gdzie przepracowałam parę lat. Potem przejęłam tę agencję. Stałam się jej właścicielem. Tak się zaczęła moja przygoda z biznesem, która trwa już 26 lat.

To był mój świadomy wybór. Zrozumiałam, że jeżeli chcę mieć dużą rodzinę, a zawsze o tym marzyłam, to potrzebne będą na to pieniądze. Pracowałam w szkole, a to jak wiadomo dawało ograniczone dochody. Tylko w biznesie można myśleć o wyższych.

To jednak spory przeskok, kiedy ktoś z bycia biznesmanem staje się trenerem, mentorem biznesu.

- To wyszło w sposób bardzo naturalny. Mając agencję celną szukałam jeszcze innych dróg. Weszłam we współpracę z firmą ubezpieczeniową Aviva, która dostarczyła mi bardzo wiele szkoleń. Tam byłam managerem zarządzającym sprzedażą oraz po raz pierwszy - trenerem.

Była też we mnie i jest dusza nauczycielska. Zawsze miałam łatwość stawania przed grupą i dzielenia się wiedzą. Zawsze sprawiało mi to frajdę. To, że w Avivie mogłam szkolić, było dla mnie fajną możliwością. Mogłam to połączyć z prowadzeniem agencji celnej. Jedno drugiemu nie przeszkadzało.

Jak znalazła Pani czas, żeby wychować czwórkę dzieci i prowadzić coraz to nowy biznes, coraz to nowe pasje? Jak pogodzić pracę z czasem na dom i rodzinę?

Myślę, że to dar od Pana Boga. Mój sposób jest taki, że w domu nabieram dystansu do pracy, a w pracy nabieram dystansu do domu. Oczywiście, są takie okresy, kiedy pracuję dłużej niż 8 godzin, ale zawsze chciałam mieć nienormowany czas pracy. Jak wszystko w domu było dobrze, mogłam trochę więcej czasu poświęcić pracy. Jeżeli w domu coś się działo – mogłam mniej być w pracy, ponieważ nie trzymały mnie sztywne godziny. Dlatego zawsze jestem w biznesie. Oczywiście – korzystałam też z pomocy. Zatrudniałam pomoc domową czy nianię. To były moje przemyślane decyzje, że tak chcę, że tak jest dobrze. Zawsze też podejmowałam je wsłuchując się w to, co mówią dzieci. Myślę, że mamy bardzo dobre relacje, że nie przeoczyłam tych najważniejszych rzeczy w relacjach.

Odniosła Pani duży sukces, ale nie wszystko się Pani udawało. Nie ominęły Pani trudne doświadczenia i kryzysy.

- Ufam, że duży sukces jeszcze przede mną. Najtrudniejszym moim doświadczeniem jest mój kryzys osobisty w relacji małżeńskiej. To była i jest dla mnie wielka próba. Ale mam głębokie przekonanie, że wszystko jest po coś. Ten kryzys spowodował, że zrozumiałam lepiej wiele kobiet i mężczyzn. Nauczyłam się pokory. To też poskutkowało moim jeszcze większym przylgnięciem do Pana Boga i szukaniem rozwiązań u Stwórcy, który ma najlepszą instrukcję obsługi człowieka. Myślę, że to była najlepsza droga, bo dzięki wierze, wytrwałości, dzięki poukładaniu sobie bardzo jasno swoich wartości idę dalej. Po prostu ufam, że Pan Bóg ma najlepszy dla mnie plan.

Żyje Pani w małym środowisku, gdzie ludzie się bardzo dobrze znają, a jednocześnie ma Pani odwagę mówić o sytuacjach trudnych, także w Pani osobistym doświadczeniu. Z tego też wynikły warsztaty Złamana ale nie bezsilna dla kobiet w kryzysie – kolejny projekt, który Pani realizuje.

- Wierzę, że „Prawda nas wyzwoli”. Sama też zapewne popełniłam błędy, których często nie byłam świadoma. Ale po to przychodzą kryzysy, żeby się z nimi zmierzyć i wyciągać z nich wnioski. Ja nie mam wątpliwości co do tego, że małżeństwo, rodzina są najważniejsze. Trwam w tym. I czekam na mojego męża. Ufam, że wszystko jest po coś.

Gdy dzielę się swoim doświadczeniem, to staję się wiarygodna. Nie jestem wytworem sztucznym, który mówi, że wszystko jest proste, wszystko jest łatwe, tylko dzielę się własnymi słabościami. Myślę, że dlatego nigdy nie odczułam niechęci ze strony innych osób. Staram się żyć jak najbardziej transparentnie, prosto, najlepiej jak potrafię. Każdy z nas zna sytuacje, kiedy choroba czy utrata pracy były początkiem przemiany. Ja dotknęłam wielu kryzysów – i zdrowotnego, i finansowego, i relacyjnego. Każdy mnie „wyprostował”, zbudował trochę na nowo i za to wszystko jestem wdzięczna Panu Bogu. Nie przeszkadza mi, że ktoś o mnie mówi. Jak świat światem ludzie się interesowali innymi ludźmi i będą mówić. Oby tylko mieli jasną informację, że nawet jak są kryzysy, to z kryzysów można wychodzić, można się na nich uczyć.

Pozostała Pani w Dębicy. To był Pani wybór. Nawet kiedyś powiedziała Pani żartobliwie, że nie mogą wszystkie piękne i fajne kobiety z Dębicy wyjechać, bo kto by tutaj został. Jak prowadzić biznes w małym mieście? Co zaproponować kobietom, które mieszkają w małych miejscowościach, gdzie nie ma dużych perspektyw, a jednak chciałyby zainwestować w siebie, zainwestować w biznes?

- Dzisiaj wszędzie są perspektywy. Internet jest łatwo dostępny, więc z każdego miejsca można robić biznes. Sieć nas wspiera: można pracować i uczyć się online. Nie ma żadnego problemu, żeby się rozwijać. Myślę, że najważniejszym zadaniem jest określić, czego się chce, czego się pragnie i podjąć wysiłek. Nic nie uda się bez wysiłku. Trzeba poświęcić czas na pracę nad sobą, na spotkanie się ze sobą, na czerpanie i uczenie się od innych osób, które są w czymś od nas lepsze, ale najważniejsze jest odkrycie własnego talentu, własnego powołania. Bo to Pan Bóg nam daje talenty i powołuje nas do działań. A myślę, że największym powołaniem wszystkich jest bardziej kochać i tak funkcjonować na świecie, żeby tę miłość przez szacunek wobec drugiego człowieka codziennie wyrażać.

W kolejnym Pani projekcie Boski Biznes wiąże Pani prowadzenie biznesu z odwołaniem się do Boga. Jak powstał ten projekt? Jak to się wszystko zaczęło?

- Boski Biznes zaczął się od tego, że trafiłam do Dębickiego Klubu Biznesu, który miał siedzibę obok mojego biura i długo byłam tam jedyną kobietą. Miałam ogromną potrzebę łączenia środowiska kobiet i wyjścia z tematyką biznesową do kobiet. Zaczęłam organizować Forum Kobiet Przedsiębiorczych, które miało cztery edycje. Jego uczestniczki mówiły: mogłybyśmy się spotykać więcej i częściej. Pomyślałam: jest potrzeba spotykania się, networkingu, nawiązywania nowych relacji i zaproponowałam: zróbmy takie spotkania comiesięczne. Jeżeli będzie zapotrzebowanie to dobrze, a jak nie to nie, będę robić coś innego. Kto nie ryzykuje ten nie pije szampana. Podjęłam decyzję w listopadzie 2016 roku i zaczęłam robić te spotkania w styczniu w Dębicy, i to wypaliło. Poszłam za ciosem - doszedł Rzeszów i Kraków. W tej chwili spotkania odbywają się w sześciu miastach – bo od marca będą też w Mielcu. A są już rozmowy o Warszawie i o Krośnie i pojawiają się nowe - nawet Bydgoszcz!

Jak kobiety trafiają na Pani spotkania i warsztaty?

- Na Boski Biznes przychodzą kobiety, które są otwarte i chcą więcej. Na warsztaty Złamana, ale nie bezsilna przyjeżdżają panie z kraju i z zagranicy, bo chcą takiego wsparcia „po bożemu”. Szukają coacha, który ma poukładane wartości. Pracuję z kobietami z różnych miejsc. Wiele dziewczyn korzysta też z rozmów indywidualnych osobistych ale online, przez massangera lub skypa. Dziś nie ma z tym żadnego problemu.

Co dzisiaj z działalności, które Pani prowadzi najbardziej Panią cieszy?

- Boski Biznes i warsztaty dają mi ogromną satysfakcję, bo widzę jak wiele kobiet się zmienia. Jak wiele przyjaźni powstało. Ile nowych projektów się zrodziło. Sama dostałam wiele dobrych informacji, docenienie, i podziękowania. To dodaje skrzydeł.

Warsztaty sporo kosztują. Co z kobietami, które nie mogą sobie na to pozwolić?

- Wyrastam ze środowiska przedsiębiorców i jestem w Duszpasterstwie Przedsiębiorców Talent. Pierwszym odbiorcą warsztatów „Złamana ale nie bezsilna” były kobiety, które też są przedsiębiorcze, są managerami, pracodawcami i przeżywają takie kryzysy. Ale jesteśmy otwarci na wszystkie kobiety. Dotychczasowe Uczestniczki warsztatów już deklarują, że gdyby ktoś potrzebował, chętnie wesprą go finansowo. Mamy zasadę, że jeżeli któraś z kobiet potrzebuje wsparcia, to przyjmujemy ją bez opłaty za warsztaty. Staramy się tylko znaleźć pieniądze na opłacenie pobytu w hotelu i na wyżywienie. Nie zdarzyło się, żeby takiej pomocy jakaś kobieta nie uzyskała. Nie kryję, że dążę też do tego, żeby powstała fundacja. Już wiele rzeczy w tym kierunku jest zrobione. Wtedy oficjalnie będziemy mogli prosić o wsparcie i wspierać jeszcze więcej kobiet zarówno w życiu osobistym jak i w biznesie.

Jaka powinna być współczesna kobieta biznesu? Jakie powinna mieć cechy?

- Przede wszystkim powinna być świadoma siebie. Pierwszym zadaniem każdego lidera i każdej liderki jest wiedza o sobie. W czym jestem dobra, co jest jej dobrą stroną. Jakimi talentami jestem obdarowana. I te talenty w pierwszej kolejności powinnyśmy wykorzystywać. Nauczyć się też dobierania sobie ludzi do zespołu, którzy uzupełnią nasze słabości - obszary, w których nie mamy tyle talentu.

Druga rzecz: każdy z nas potrzebuje mieć bardzo jasno określone wartości. To istotne dlatego, żeby nie stracić celu, nie zejść z obranej ścieżki. Oczywiście, że będziemy mieć potknięcia, będziemy czasem się przewracać, ale jak św. Augustyn powiedział, dopóki walczymy, jesteśmy zwycięzcami, więc taka cecha odwagi, waleczności jest również potrzebna, ale oparta na wartościach.
Niesamowicie ważną rzeczą jest odpowiedzialność. Odpowiedzialność za każde słowo, które mówimy, żeby konsekwencją słów były czyny. To jest wielkie wyzwanie. Ale jeśli każdego dnia na nowo dorastamy do tej odpowiedzialności to jesteśmy na dobrej drodze.

To najważniejsze rzeczy. Ważna jest także uczciwość. Jeśli budujemy na tych dobrych, ludzkich wartościach to będzie dobrze. Mnie w tym wszystkim jeszcze pomaga wiara i Pan Bóg.

Z czego jest Pani najbardziej dumna?

- Najbardziej jestem dumna z moich dzieci. Mam ich czwórkę. Wiem, że są już bardzo świadomi, że pracują nad sobą, że też zmagają się ze swoimi słabościami. Ale dopóki wrastamy, pracujemy nad sobą – to jest najpiękniejsze w naszym życiu. Ich praca, ich rozwój, ich sukcesy są dla mnie największą radością. Nina jest świetnym fotografem i grafikiem. Synowie pasjonują się narciarstwem - są świetnymi instruktorami i motoryzacją. Milenka jest uzdolniona muzycznie. Jest pięknie.

Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę dalszych ciekawych projektów i wielu osób, którym Pani doświadczenie pomoże wejść na wyższy poziom i po prostu odnaleźć szczęście.

Marzena Gitler, foto z arch. Małgorzaty Dąbrowskiej

Marzena Gitler

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.