niedziela, 26 maj 2019 10:00

Chrzanów: Kto jest na zdjęciu sprzed lat? Historia we wspomnieniach

fott. archiwum pani Władysławy Palka fott. archiwum pani Władysławy Palka

Nie ma wśród nas osób, które by nie wspominały różnych historii ze swojego życia, wracały myślami do dobrych lub tragicznych wydarzeń. Mamy jednak również wspomnienia, które są dla nas zagadką. Chcielibyśmy ją rozwikłać i poznać odpowiedź. Stajemy się coraz starsi, aż dochodzimy do wniosku, że już nigdy nie dowiemy się, co tak naprawdę się wydarzyło, albo kto jest na zdjęciu sprzed lat.

Mam czasem wrażenie, że osobom, z którymi przeprowadzam wywiady i staram się opisywać to, co mi przekazują, w pewnym sensie sprawia to ogromną satysfakcję, radość, ale też przynosi ulgę i nadzieję, że zagadka, z jaką żyją od lat, w końcu znajdzie rozwiązanie.

Taką zagadkową historią podzieliła się ze mną pani Władysława Palka, mieszkanka Osiedla Kąty w Chrzanowie. Ma nadzieję, że może ktoś rozpozna postać, o której opowiada. Pani Władysława wspomina:

– Wybuch wojny zastał ojca jako bezrobotnego. Tata w kampanii wrześniowej nie mógł być zmobilizowany. Był w wojsku, ale problemy zdrowotne z nogami nie pozwalały mu być żołnierzem. Jak większość mieszkańców Kątów, ojciec z rodziną zaczął uciekać przed okupantem. Udali się w swoje rodzinne strony, do Poręby. Jednak i tam dotarła okupacja, więc podjął decyzje o powrocie na Kąty.

– W Chrzanowie rządzili już Niemcy. Zgłosił się do nich, aby podjąć jakąś pracę. Pracując w Stelli, był formierzem. Niemcy wysłali go do pracy do Gliwic. Zostały mi dokumenty z tamtych lat, które to potwierdzają. Są jego dane, opłacał składki. Na tej podstawie mama mogła dostawać kartki żywnościowe. Porcje żywnościowe na kartkach były jednak małe i nie wystarczały na codzienne życie. Co ojciec przywiózł z Niemiec, trzeba było zamieniać na żywność. Tak było nie tylko u nas w domu, lecz także u większości rodzin na Kątach.

Taka sytuacja trwała aż do wyzwolenia Chrzanowa. To właśnie wtedy, po wyzwoleniu miasta, w okolicach „Fabloku” były koszary wojskowe, w których stacjonowało wojsko polskie. W fabryce stawili się niemal wszyscy pracownicy, chcąc zabezpieczyć swoje miejsca pracy. Podjęli zatrudnienie w bardzo trudnych warunkach. Przez trzy miesiące nie otrzymywali żadnej zapłaty, jedynie przydział 2 kg chleba i 1 kg mięsa. Natomiast młodzież z Chrzanowa, jak również z Kątów, często przebywała wśród żołnierzy, stacjonujących przy „Fabloku”. Z niektórymi się zaprzyjaźnili, a w szczególności z ich kucharzem. Pomagali mu np. w obieraniu ziemniaków, rąbaniu drewna lub w innych pracach. Za pomoc dostawali trochę ziemniaków do domu, również mogli sobie pojeść na miejscu. Pani Władysława wspomina:

– Wśród młodzieży z Kątów był mój brat, Józef Graboś. To właśnie jego dużą sympatią darzył ów kucharz i ciężko mu było się z nim rozstać. Żołnierz-kucharz chciał coś dać na pamiątkę bratu, ale jak to żołnierz, który uczestniczył w bojach o wyzwolenie Polski, nie miał nic takiego, co by było pamiątką po ich spotkaniach. Posiadał tylko swoje zdjęcie, które towarzyszyło mu przez cały szlak bojowy i właśnie to zdjęcie dał mojemu bratu. Nie podpisał się nazwiskiem i imieniem, napisał tylko „kucharz”. Mam to zdjęcie do dzisiaj. Co pewien czas, podczas naszych rodzinnych spotkań brat wracał wspomnieniami do postaci kucharza. Nie spotkał się z nim po wojnie i żałował, że nie ma na zdjęciu zapisanego jego imienia i nazwiska. Ja chyba już też nigdy nie dowiem się, jak miał na imię i jak się nazywał. Nie dowiem się, jak potoczyły się jego dalsze losy […].

A może po ukazaniu się tego artykułu ktoś rozpozna tę postać żołnierza-kucharza i podzieli się z nami jego dalszą historią?

Roman Madejski