WAŻNE: Nowe zasady dotyczące cookie
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów na naszej stronie Polityka dotycząca plików "cookies".
KRAINA KOLORÓW

Użytkownicy online

39 gości online
Czekamy na wasze sugestie [email protected], listy [email protected] i zapraszamy do reklamy [email protected]

Galeria gwiazd

Internal Quiet: Chcieliśmy zachować naturalną żywiołowość grania

WywiadKultura • Czwartek, 29 września 2016, godz. 15:33
Sławomir Papis – doskonały gitarzysta, producent i aranżer. Po latach grania w cieniu innych gwiazd, w końcu, wspólnie z założonym przez siebie zespołem – Internal Quiet, wydał debiutancką płytę. Album „When The Rain Comes Down”, nagrany tradycyjnie, bez komputerowych efektów, najpierw zaciekawia, intryguje, jak to nowość, by pod koniec skłonić do kolejnego przesłuchania, a później jeszcze do ponownego wciśnięcia „Repeat”. Dlaczego? To właśnie jest jego największym atutem – za każdym razem pozwala odkryć coś nowego. - To chcieliśmy osiągnąć – mówi Artysta. - Żeby ta płyta absolutnie nie była taką, którą włącza się, słucha i więcej do niej nie wraca.
Album wyszedł tak, jak Pan chciał? Jest Pan zadowolony z wydania?

- Tak, wyszło wszystko dokładnie tak, jak zaplanowałem. Bardzo się cieszę, że mam znakomitych muzyków w zespole, którzy podzielają moją pasję i mój punkt widzenia, jeśli chodzi o brzmienie muzyki i styl, w jaki idziemy. Wszyscy jesteśmy w to zaangażowani i każdemu z nas ta płyta się bardzo podoba. Dla nas jest to produkt wyjątkowy. A czy ludziom się spodoba? Tego nie wiemy. Przekonamy się wkrótce.

Niemniej mam już odzew od redaktorów, którzy przesłuchali jej 4-5 razy i po każdym kolejnym odsłuchaniu odkrywają coś nowego, coś, co zostało przez nas ukryte, skrzętnie zaaranżowane.

Podobno część utworów miał Pan już napisane w latach osiemdziesiątych XX wieku. Dlaczego tak długo leżały, zanim ujrzały światło dzienne?

- To prawda. Dwa nagrania, które są na płycie jako pierwsze, powstały bardzo dawno temu. Dlaczego tak długo zwlekałem? Nauczony doświadczeniem moich kolegów z branży, wiedziałem, co się dzieje na rynku, wiedziałem jak to wygląda, jak ciężko jest znaleźć osoby, które chcą podążyć w tym samym kierunku, co ja. Poza tym nagrania, które miałem od lat, były dopiero „zaczynem”. Trzeba je było odpowiednio zagrać, zaaranżować, przemyśleć całą koncepcję nagrań. Dlatego tak długo to trwało.

Po 18 latach zebrałem w końcu ludzi, którzy chcą iść w tę samą stronę co ja i pomogli mi zaaranżować te nagrania. Wcześniej nie miałem też czasu nagrać płyty - jako muzyk sesyjny udzielałem się w innych zespołach i dużo też pracowałem w studiu. Nie miałem – można powiedzieć - „ciśnienia”, by zarejestrować w sposób kompletny własne utwory. Dojrzewało to stopniowo, aż w końcu znalazło się sześciu idealistów, którzy idą w tę samą stronę i nazywają się Internal Quiet.

Właśnie, dlaczego Internal Quiet? Jak powstała nazwa zespołu?

- Nazwę wymyśliłem na samym początku, jak tylko zacząłem zbierać ludzi do współpracy. To był okres, gdy w moim życiu bardzo dużo się działo. Pragnąłem odciąć się od wszystkiego, od problemów życia codziennego. I to mnie właśnie zainspirowało do tej nazwy – „Internal Quiet”, czyli po polsku „spokój wewnętrzny”. Usiadłem w studiu, napisałem na kartce różne koncepcje co do nazwy zespołu i pomyślałem, że jednak ten spokój wewnętrzny najbardziej do mnie przemawia.

Skąd czerpał Pan inspiracje na tę płytę?

- Inspiracją, zwłaszcza do tekstów, było życie, przeżycia emocjonalne. Komponowaniu natomiast towarzyszyła już przemyślenia czysto muzyczno-aranżacyjne, determinowane tym, o czym ma traktować dany utwór. Tworząc na przykład numer „So Cold”, wiedziałem, że to nagranie ma być o śmierci klinicznej uczuć, o stanie świadomości w momencie, gdy już nic więcej nie można zrobić.

Starałem się nie inspirować muzyką innych zespołów i myślę, że to mi się udało. Chcieliśmy wszyscy, by ta płyta była „świeża” i stosunkowo nowoczesna, nawet jeśli w większości została nagrana analogowo.

Co jest zatem tematem przewodnim albumu „When The Rain Comes Down”?

Płyta jest dość złożona, jeśli chodzi o warstwę tekstową. Jest o przeżyciach człowieka, o pogoni za marzeniami, za miłością jedyną w życiu, o przejściu tej miłości w stan innego wymiaru, a także o śmierci. Krótko można powiedzieć, że to płyta o przeżyciach człowieka, głównie o miłości – w różnych jej aspektach. Słowo „miłość” można przecież rozumieć na różne sposoby. Nawet pędzenie za marzeniami też jest wyrazem pewnego rodzaju miłości, którą mamy w sobie.

- Czy któryś z utworów na płycie jest Panu szczególnie bliski?

Szczególnie bliski jest mi utwór „So Cold” – jest to nagranie w pełni pokazujące nasze oblicze jako zespołu.

Jak wyglądał sam proces rejestracji albumu? W jakim studiu nagrywaliście?

- Nagrywaliśmy płytę w moim studiu – Case Studio - w Aleksandrowie Łódzkim, dlatego nie mieliśmy stresu, że trzeba zamknąć sesje na dany moment, bo nie obligowały nas do tego ramy czasowe. Mogliśmy swobodnie nagrywać. Wyłączyłem studio z użytku publicznego na pół roku, dzięki czemu mogliśmy spokojnie pracować nad materiałem.

Sam proces rejestracji przez mikrofony analogowe wymagał dużo czasu. Każdy instrument, każda gitara basowa, bębny, partie solowe gitary prowadzącej są nagrane od początku do końca w sposób, w jaki gramy je na koncertach. Nie stosowaliśmy żadnych sztuczek, tudzież efektów komputerowych. Fakt, jest to trochę „surowe”, brzmi odrobinę inaczej, ponieważ nagrane zostało w studiu, w takich warunkach, których na koncercie nie zawsze da się w stu procentach odwzorować. Niemniej jednak chcieliśmy zachować naturalną żywiołowość grania, dlatego proces rejestracji albumu wymagał sporo czasu. Gdzieś po drodze nałożyły się jeszcze zmiany personalne w zespole, przez co nagrany wcześniej materiał trzeba było rejestrować raz jeszcze.

Końcową fazą realizacji był mastering u Grześka Piwkowskiego w Warszawie. Według mnie jest to jedno z najlepszych miejsc, gdzie można zrobić w pełni analogowy mastering.

Swoją debiutancką płytę Internal Quiet promuje podczas trasy koncertowej z Turbo. Jakie znaczenie ma dla Was ta wspólna trasa?

- To bardzo ważne wydarzenie. Trasa z Turbo jest dla nas silnym przeżyciem, a jednocześnie motywacją do tego, żeby zagrać te koncerty jak lepiej. Turbo to legenda, a my musimy tej legendzie sprostać, grając czterdzieści koncertów dla ich publiczności, bezpośrednio przed nimi. To jest duże wyzwanie. W przeszłości graliśmy już kilka razy z tym zespołem na pojedynczych koncertach, stąd też wiemy, czego się spodziewać. Odnieśliśmy też wrażenie, że nasza muzyka spodobała się fanom Turbo, co dodatkowo motywuje nas do działań.

Co zamierzacie po zakończeniu tej trasy? Macie już plany na kolejną płytę?

- Tak, mamy już plany. Częściowo mamy już nawet skomponowany nowy materiał, na którym stylistycznie idziemy w trochę ostrzejszą stronę grania, z zachowaniem charakteru dotychczasowej twórczości Internal Quiet. Komponowaniem nagrań zajmuje się teraz cały zespół i wszyscy mamy w tym procesie swój równy udział. Drugi album będzie wypadkową naszej wspólnej pracy. I nadal to będzie nasz styl, choć nieco ostrzejszy.

W przyszłym roku planujemy też naszą samodzielną trasę koncertową, czeka nas także wiele rozwiązań strategiczno-biznesowych, o które dba już nasz management. Rok 2018 zaczniemy prawdopodobnie od wejścia do studia celem nagrania nowego materiału.

Czyli są to już konkretne plany nie na kolejne miesiące, ale na kolejne lata.

- Tak - mamy plan określony na trzy lata do przodu. Trasę koncertową z Turbo też zaczęliśmy planować dużo wcześniej, bo w marcu zeszłego roku. Aktualnie to tournee jest priorytetowym aspektem naszej działalności… A potem zobaczymy, jak wszystko się ułoży. Niemniej jednak w 2018 roku planujemy wydać drugą płytę, a po niej znowu ruszyć w dużą trasę.

Trasa koncertowa, godziny spędzone w studiu nagraniowym, mimo że są wspaniałe, to jednak jest to czas zabrany rodzinie. Jak Panu udaje się łączyć pracę artystyczną i życie rodzinne?

- Na szczęście mam żonę, która rozumie mnie w pełni – wspiera i pomaga w działaniach dotyczących działalności zespołu. Drugie szczęście to takie, że mam już dorosłe dzieci - jeden syn gra z nami w zespole na basie, więc mam z nim cały czas kontakt bezpośredni. Mój drugi syn mieszka w Niemczech i od samego początku żywo kibicuje działalności Internal Quiet.

Tak czy inaczej ma Pani rację - praca artystyczna jest to ogromne wyrzeczenie. Począwszy od nadchodzącego weekendu będziemy właściwie trzy miesiące poza domem. Tylko dzięki temu, że jest wsparcie ze strony rodziny, która widzi potencjał w tym, co robimy, udaje się to jakoś połączyć. Choć nie ukrywam, że jest to trudne. Właściwie jest to najtrudniejszy aspekt pracy artystycznej – ciągłe wyjazdy i ciągle zbyt mało czasu dla rodziny.

Wspomniał Pan, że wcześniej pracował Pan jako muzyk sesyjny. To musi być trudne zajęcie i chyba nie dające tyle radości, co własna płyta i własne koncerty.

- Tak, to trudne zajęcie - odgrywa się piosenki skomponowane przez kogoś innego, w sposób jaki ten ktoś oczekuje. To na swój sposób dziwne doświadczenie. Co innego natomiast komponowanie własnych utworów i granie swojej muzyki, zwłaszcza gdy widzi się, że ludzie na nią pozytywnie reagują - to jest tak naprawdę spełnienie dla muzyka. Wbrew pozorom stworzenie solidnego jakościowo nagrania hard rockowego czy nawet stricte heavy-metalowego nie jest proste, jeśli ma ono być w swym założeniu inne niż to, co nas otacza dokoła, co zostało już przez kogoś stworzone. Niemniej, jeśli przejdzie się pomyślnie przez cały proces i skomponuje coś, co podoba się publiczności, to jest ogromny sukces. Już samo wydanie pierwszej płyty pod swoim szyldem to jest jakby przypieczętowanie swojej obecności w świecie muzycznym, początek jakichś działań, być może kariery.

Czy jacyś muzycy zainspirowali Pana i mieli wpływ na to, że dzisiaj jest Pan akurat w tym miejscu swojej kariery i cieszy się wydaniem płyty, która właśnie pojawiła się w sprzedaży?

- Pierwszym idolem był Wiktor Daraszkiewicz, gitarzysta zespołu Rezerwat. To właśnie on w połowie lat osiemdziesiątych pokazał mi pierwsze dźwięki, jakie zagrałem na gitarze. Zaszczepił też we mnie przekonanie, by uczyć się grać po swojemu, nie podpatrywać mistrzów gitary, bo później, gdy będzie się powtarzało zagrywki innych, muzyka nie będzie już brzmieć w sposób do końca szczery.

Druga osobą, która mnie zainspirowała i sprawiła, że wciąż gram, był Piotr Bajus - gitarzysta zespołu Fatum. Można powiedzieć, że to on zaszczepił we mnie bakcyla zrobienia czegoś pod własnym szyldem. Wierzył we mnie od samego początku, widział jakiś potencjał i bardzo wiele mnie nauczył. Wskazał też kilka kierunków, którymi ostatecznie poszedłem.

Jeśli chodzi o światowej sławy gitarzystów, to zawsze była mi bliżej do korzennej stylistyki Ritchiego Blackmore'a, niż powiedzmy Yngwiego Malmsteena czy Steve'a Vai’a. Jakoś nigdy nie podążałem za tymi dwoma wirtuozami, bo choć szanuję ich niezmiernie to zawsze wolałem czysty feeling i emocje z wyłączeniem w podświadomości poczucia konieczności zawierania w swych partiach znacznej ilości wyśrubowanej techniki. Ritchie Blackmore był dla mnie mistrzem. Oczywiście skrzętnie śledziłem również karierę Eddi'ego Van Halena i Jeffa Becka.

W Polsce od lat inspiracją jest dla mnie niesamowity Wojtek Hoffmann, który nagrał tyle płyt i jest w takim miejscu swojej kariery, że gdyby mieszkał na Zachodzie, byłby bogatym człowiekiem. Niesamowite, że lada dzień będziemy wspólnie dzielić scenę w ramach tak obszernej, obejmującej swym zasięgiem czterdzieści lokalizacji trasy ‘Back To The Past’ z zespołem Turbo.

Serdecznie gratuluję wydania pierwszej płyty i życzę powodzenia!

Dziękuję z całego serca za okazane nam zainteresowanie i zapraszam na nadchodzące koncerty.

Dziękuję za rozmowę.


Rozmawiała
Anna Piątkowska-Borek
Dodał(-a) RedTech [inne wiadomości], czytane 2658 razy

Galeria (3)

Komentarze

Linki

---------- R E K L A M A ----------
RZEZAWA 2

Chmurka wyszukiwaczki

pobicie, Więcej rodzin z zasiłkiem, aktywni mogą więcej, Czyżyny, adaptacja, z historią w kadrze, Szczawnica, Rafał Augustyn, kuchnia, zapasy, Rank Progress, łacińskiej, ksawery masiuk, Armia krajowa, Krupnioki śląskie, OSP Sułkowice, w rowie, wypadki drogowe, taurus, kamiński, słomka, Puchar dla KPP Myślenice, karta kredytowa, miasto-info.pl, Cracovia Danza, bratucice, Dieta, Etmańska, Lędziny, kleszcze, rocker, raperzy, dni kalwarii, Cztery osoby poszkodowane, dom ludowy,

Wiadomości polecamy

Projekt i realizacja CyfraNet.pl