WAŻNE: Nowe zasady dotyczące cookie
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów na naszej stronie Polityka dotycząca plików "cookies".
soltec

Użytkownicy online

44 gości online
Czekamy na wasze sugestie [email protected], listy [email protected] i zapraszamy do reklamy [email protected]


Myśliwi zamiast specjalistów „ratują” dzikie zwierzaki w Krakowie

Głos KrakowskiWywiadWydarzenia • Wtorek, 8 marca 2016, godz. 19:22
Zranione ptaki, pozbawione opieki rodziców, małe jeże i wiewiórki pani Joanna przyjmuje w wielorodzinnym bloku na jednym z krakowskich osiedli. Dzicy pacjenci dzielą z nią przestrzeń małego mieszkania, a obok imbryka z herbatą na kuchence czekają przygotwane na obiad dla podopiecznych świerszcze. Bo chorym zwierzakom Joanna Wójcik pomaga od dawna. Robi to z sercem, swojej pracy podporządkowała całe swoje życie. Mimo to miasto opiekę nad dzikimi zwierzakami w Krakowie powierzyło myśliwym. Rozmowa z Joanną Wójcik, ornitolożką i biologiem, prezeską Dzikiej Kliniki.
Czym zajmuje się Dzika Klinika?

– Najogólniej mówiąc zajmujemy się ratowaniem dzikich zwierząt i edukacją ekologiczną. Istniejemy od 2013 roku. Zaczęło się od pomagania ptakom, potem dołączyły nietoperze, jeże i inne drobne ssaki. Każdy z nas, na różnych etapach swojego życia pomagał zwierzętom dzikim i udomowionym. Od kilku lat regularnie ratujemy dzikie zwierzęta, które potrzebują pomocy zarówno medycznej jak i opieki lub odchowania. Dlatego postanowiliśmy połączyć nasze siły i zacząć działać na większą skalę, pomagając wszystkim dzikim zwierzętom, nie tylko gatunkom małym, które zmieszczą się u nas w mieszkaniach. Z tych względów założyliśmy Fundację Dzika Klinika-Centrum pomocy dla dzikich zwierząt, której podstawowym celem będzie utworzenie lecznicy dla dzikich zwierząt w Krakowie oraz ośrodka rehabilitacji poza miastem.

Jakie zwierzęta do Pani trafiają?

– W zasadzie wszystkie krajowe gatunki za wyjątkiem tych dużych, tak więc sarny i dziki odpadają. Statystycznie udaje się nam uratować połowę z nich. Na czas zimy lub dalsze leczenie zostały u mnie w klinice 53 jeże, 9 nietoperzy i kilkadziesiąt ptaków. Łącznie uratowaliśmy ok 5000 zwierząt, w większości ptaki. W okresie od stycznia do grudnia 2015 roku przyjęłam do rehabilitacji w sumie 1994 dzikie zwierzęta, z gatunków objętych ochroną ścisłą lub częściową. Spośród wszystkich zwierząt 723 osobniki zostały uśpione lub padły, 893 os. wypuszczono po leczeniu, a 263 odwieziono do ośrodków rehabilitacji dzikich zwierząt, z którymi nasza fundacja współpracuje.

Obecnie dzwoniąc na numer kliniki uzyskujemy informację, że nie przyjmuje już Pani dzikich pacjentów i automatycznie zostajemy przekierowani na numer straży miejskiej.

– Krótko mówiąc, odpadliśmy w przetargu. Umowa podpisana przez miasto z ośrodkiem z Racławic opiewa jedynie na 10 tys. zł - taka kwota nie może wystarczyć na skuteczne ratowanie zwierząt. - My zaproponowaliśmy 12,7 tys. zł, co pokrywałoby nie pokrywałoby wynagrodzeń dla pracowników. Daliśmy wyższą cenę, ale realną licząc same koszty leczenia i karmy czy środków higienicznych dla zwierząt. Przekierowanie jest na numer straży miejskiej bo Dzikie Pogotowie nie odbiera zgłoszeń bezpośrednio od mieszkańców miasta.

Dzikie Pogotowie to dawna firma Kaban na temat której nie ma Pani najlepszej opinii – dlaczego?

– To są myśliwi. Nie znają się na krajowych gatunkach chronionych, ani na udzielaniu pierwszej pomocy zwierzętom. Niedawno próbowali odłowić łabędzia za pomocą czerpaków i amunicji hukowej. Traktują umowę z miastem jako okazję do zarobku, ale nie zdają sobie sprawy z kosztów i zakresu pracy, jaka ich czeka. Leczenie jednego łabędzia nierzadko kosztuje 1000, 1500 zł. Współpracowaliśmy przed kilkoma laty, ale jak zobaczyłam, że traktują zwierzęta jak przedmioty to przestałam z nimi utrzymywać kontakt.

Jak Pani współpraca z miastem wyglądała wcześniej?

– Bez problemu. Nie zgłaszali żadnych uwag co do naszego wykonywania umowy. W minionym roku współpracowaliśmy także z Krakowskim Towarzystwem Opieki nad Zwierzętami, które interweniowało w sprawie dwóch przypadków kłusownictwa na chronionych ptakach wróblowych. Sprawy dotyczyły interwencji KTOZ u kłusownika z Sygneczowa i ze Świątnik, w wyniku których przejęliśmy pod swoją opiekę kolejno 15 i 14 ptaków. W obu przypadkach policja wszczęła postępowanie, zaś 26 ptaków udało się szczęśliwie wypuścić. Ale z końcem ubiegłego roku wygasła umowa, jaką Dzika Klinika miała podpisaną z Urzędem Miasta Krakowa. Ogłoszony przez magistrat konkurs na opiekę nad zwierzętami na terenie gminy miejskiej Kraków wygrała wtedy oferta, jaką złożył znajdujący się w Racławicach nowo powstały ośrodek rehabilitacji dzikich zwierząt, czyli Dzikie Pogotowie.

[Zwierzaki przebywają w pani mieszkaniu, ale jeszcze jesienią pojawiały się informacje o budowie dzikiej kliniki z prawdziwego zdarzenia. W świetle decyzji miasta jak wyobraża sobie Pani przyszłość swoich działań?

– Cały czas brakuje pieniędzy. 150 metrowy lokal przeznaczony na ten cel jest w ciągłym remoncie od blisko roku, ale mam nadzieję, że uda nam się przeprowadzić wiosną i powoli doposażać lokal tak by stworzyć w nim Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Zwierząt z prawdziwego zdarzenia. Będziemy przyjmowali jakieś pojedyncze zwierzęta z miejscowości oddalonych od Krakowa gdzie trudno o jakąkolwiek pomoc w tym zakresie oraz planujemy zając się edukacją ekologiczną w zakresie ochrony dzikich zwierząt.

Można jakoś na ten moment wesprzeć klinikę w jej działaniach?

– Można zostać wolontariuszem kliniki można kupować gadżety przez naszą stronę internetową lub wesprzeć nas bezpośrednio przez wpłatę na konto. Niestety Dzika Klinika nie ma statusu organizacji pożyteczności publicznej dlatego nasze działania wspiera Towarzystwo na Rzecz Ochrony Przyrody poprzez. Przekazując 1% swojego podatku Towarzystwu na Rzecz Ochrony Przyrody (KRS 0000047970) z dopiskiem “ratowanie dzikich zwierząt” w rubryce: “Cel szczegółowy 1%” pomożesz naszym podopiecznym.


rozmawiała: BE


Na zdjęciu: Jeż Euzebiusz jada kolację w pościeli

Fot: Paulina Gędłek
Dodał(-a) RedTech [inne wiadomości], czytane 1432 razy

Galeria (1)

Komentarze (1)

Linki

---------- R E K L A M A ----------
Drukarnia Kraków

Chmurka wyszukiwaczki

tatara, pożar, Debata „Kto pokona smog?, sola, pompa ciepła, małgorzata pytlik, prusy, Radni przyjęli, bab, Z Apteczki, Volvo, Ignacy, aiesec, segregacja śmieci, uderzyli, Szymon J. Wróbel, gregorczyk, archiwum, oczarowani, Ten bieg to, samochód potrącił, zamki, Nowy sezon artystyczny, Michał Klimowski, break dance, 1,8 mln zł na remonty, młody polski wiolonczelista, ŁAZANY, Tarnowskie Centrum Informacji, Niemal milion, strabag, BALATON, Rafał Sonik, medal, GOKSiP,

Wiadomości polecamy

Projekt i realizacja CyfraNet.pl