WAŻNE: Nowe zasady dotyczące cookie
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów na naszej stronie Polityka dotycząca plików "cookies".
superdrzwi

Użytkownicy online

45 gości online
Czekamy na wasze sugestie [email protected], listy [email protected] i zapraszamy do reklamy [email protected]

Galeria gwiazd

Marek Siudym: Uczę się cały czas

WywiadKultura • Poniedziałek, 15 czerwca 2015, godz. 23:51
Marek Siudym – znany aktor filmowy i teatralny, odtwórca ról kabaretowych, a jednocześnie wielki miłośnik koni i instruktor jeździectwa sportowego. Od wielu lat trenuje skoczków. Jak podkreśla, jest trenerem wymagającym, ale nie uciążliwym.
Chciał Pan zostać aktorem już w podstawówce?

- Jako uczeń nawet nie myślałem o aktorstwie. Dopiero później, po dwóch latach spędzonych w wojsku, przyszło mi do głowy, by zrobić jakieś fajne, odjazdowe studia. Poszedłem więc do szkoły aktorskiej trochę tak dla żartu, na wariata :) I tak zostałem aktorem.

Wielką popularność przyniosły Panu występy w Kabarecie Olgi Lipińskiej. Jak je Pan wspomina?

- Wspominam bardzo dobrze. To było 9 lat ostrej, ale fajnej pracy. Może wtedy nie zdawaliśmy sobie sprawy, jakiej jakości jest to, co robimy, ale dzisiaj, po latach widzę, że efekty są rewelacyjne. Kiedyś Olga zaprosiła mnie do programu, w którym oglądaliśmy fragmenty kabaretu i wspominaliśmy tamte czasy, naszą pracę. Było mi naprawdę przyjemnie patrzeć na te nagrania - wszystko jest ładnie zaśpiewane, zatańczone, słychać każde słowo, jest trzymane tempo. Praca była ciężka, ale efekty są wspaniałe.

Czy Pani Olga Lipińska była bardzo wymagająca jako szefowa?

- Oczywiście. Dlatego teraz ma to taką jakość. W dialogu nie puszczała żadnego fałszu, nie tolerowała żadnych półśrodków, wszystko musiało być tak, jak trzeba. Idealnie. Powtarzaliśmy ujęcia wiele razy, ale się opłaciło. Widać efekty.

W swojej karierze wcielał się Pan w różne postacie. Czy którąś z ról wspomina Pan ze szczególnym sentymentem?

- Wspominam dobrze czas, w którym coś grałem, ale nigdy się nie identyfikowałem z postaciami, w jakie przyszło mi się wcielać. Dla mnie tworzenie postaci jest procesem intelektualnym, chłodnym. Dostaję zadanie i zastanawiam się, jak taka postać może wyglądać, jak się porusza, jak mówi. Kiedy to już ustalę, to potem powielam ten schemat w poszczególnych ujęciach. Dlatego też nie utożsamiam się z granymi przeze mnie postaciami. Nie identyfikuje się z nimi. Jest praca i jest życie prywatne – zawsze rozdzielam te dwie strefy.

Czym by się Pan zajmował, gdyby nie był aktorem?

- Mam drugą możliwość, jestem trenerem jeździectwa.

Jak zaczęła się ta jeździecka pasja?

- Tak naprawdę to nie wiem. Zaczynałem w 1969 roku, jeżdżąc na Służewcu w galopach porannych. Trenowałem skoki i wyścigi, ale właściwie tylko tak dla siebie. Żeby zajmować się tym zawodowo, trzeba byłby poświęcić treningom dużo więcej czasu. A ja wtedy studiowałem, więc nie mogłem tyle trenować. Miałem tylko wolne poranki, a potem całe dnie zajęcia w szkole teatralnej. Wieczorami oczywiście były spotkania ze znajomymi, różne biesiady zakrapiane alkoholem, ale o 5:00 rano zawsze byłem na Służewcu, by potrenować. Wtedy zaczynała się robota poranna i trwała do 9:00. Po niej jechałem na zajęcia.

Potem znalazłem się w sekcji jeździeckiej Wojskowego Klubu Sportowego „Lotnik”, który następnie został wchłonięty przez „Legię Warszawa”. W „Legii” pracowałem przy koniach dla pięcioboistów pod okiem trenera – pani Krystyny Babireckiej. Później przez pewien czas prowadziłem też sekcję w Akademickim Związku Sportowym SGGW. W końcu jako trener wróciłem do „Legii” i szkoliłem jednego z najbardziej utalentowanych jeźdźców w Polsce, Łukasza Okińczyca.

Objął Pan honorowym patronatem tegoroczną edycję Małopolskich Rajdów Konnych. Sam też jeździ Pan w rajdach?

- W ogóle nigdy nie jeździłem w rajdach :) Zawsze zajmowałem się skokami i trenowałem skoczków. To jest moje pierwsze spotkanie z tą dyscypliną. Mój syn bierze udział w Małopolskich Rajdach Konnych.

Czyli zapałem do jeździectwa „zaraził” Pan też swoją rodzinę :)

- Tak :) Mój 17-letni syn też, tak jak ja, trenuje skoki. Jesteśmy ze sobą bardzo związani.

Wyszkolił Pan już wielu zawodników. Jako instruktor jest Pan bardzo wymagający dla swoich uczniów?

- Myślę, że tak, ale nie jestem uciążliwy. Myślę, że uczniowie dobrze mnie wspominają, a ja dobrze ich wspominam.

Jestem zdania, że z każdym trzeba indywidualnie pracować. Jeśli mam 3-4 zawodników na ujeżdżalni, to do każdego mówię osobno, co ma poprawić, gdzie robi błędy. Również zadania są inne dla każdego – inne są wymagania, inne wysokości. Jestem przeciwnikiem tego, że ktoś ma się do czegoś przełamać. Uważam, że uczeń musi najpierw zrozumieć, mieć na miarę swojego poziomu zadania, a zwiększanie poziomu trudności powinno się odbywać niezauważalnie, tak, by uczeń nawet nie wiedział, kiedy ma trudniejsze przeszkody, większe wysokości. Nauka musi postępować małymi kroczkami i wszystko musi wychodzić naturalnie z procesu nauki.

Taka nauka to pewnie długotrwały proces?

- Myślę, że trwa on całe życie. Sam uczę się przez cały czas. Uważam, że każdy zawodnik startujący, jeśli jest na przyzwoitym poziomie, powinien dużo trenować i słuchać trenerów, którzy chcą jego dobra.

Czy teraz tylko trenuje Pan uczniów, czy też sam bierze Pan udział w zawodach?

- Kiedyś startowałem. Teraz nie, nie mam przygotowanego odpowiedniego konia. Nie jest jeszcze gotowy do startów, wymaga treningu.

Myśli Pan, że uda się go przygotować do przyszłego sezonu?

- Trudno powiedzieć. Wszystko będzie zależeć od tego, ile ja będę miał czasu. Mam też obowiązki zawodowe. Ale może uda się, że mój koń wystartuje w przyszłym sezonie, zobaczymy.

Jest Pan autorem książki „Konie według Siudyma”. Z myślą o kim ją Pan napisał? Dla tych, którzy dopiero zaczynają trenować jeździectwo, czy dla tych, którzy już są bardziej zaawansowani w tej dyscyplinie?

- To poradnik dla ludzi, którzy dopiero w to wchodzą. Ma ich uchronić przed różnymi błędami, uwolnić od błędnego myślenia, nieraz od chorej ambicji, by nie szli w złym kierunku.

A tym, którzy już jeżdżą, są zawodowcami, ma przypominać o paru ważnych rzeczach, zgubionych gdzieś po drodze. Ma też przestrzec przed rutyną i złymi nawykami.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała
Anna Piątkowska-Borek
Dodał(-a) RedTech [inne wiadomości], czytane 5089 razy

Galeria

Komentarze

Linki

---------- R E K L A M A ----------
Drukarnia Kraków

Chmurka wyszukiwaczki

100 urodziny, goodfest, autobus, reggae, łukasz, nieruchomości, strzyżenie, Piknik szkolny w Lipniku, karting, Antolka, prawo jazdy, Skarbowego w Wieliczce, mieszkańcy powinni, kredyty, agnieszka senderek, Kazimierski Powiatowy Urząd, pierzchowie, Usuń azbest!, kbs, Rank Progress SA, Proszowice, Z cyklu dzieje się w Pszczynie, Sierpniowe niedzielne koncerty, wynajem, komercja w szkole, krus, XVII Małopolskie Dni, Królowa wierzba głowiasta, bierzmowanie, pielgrzymka, Łapanów, studniówka, wasztyl, kraków arena, cekiera,

Wiadomości polecamy

Projekt i realizacja CyfraNet.pl