WAŻNE: Nowe zasady dotyczące cookie
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów na naszej stronie Polityka dotycząca plików "cookies".
superdrzwi

Użytkownicy online

39 gości online
Czekamy na wasze sugestie [email protected], listy [email protected] i zapraszamy do reklamy [email protected]

Galeria gwiazd

Ania Rusowicz: Uwielbiam brzmienie starych instrumentów

WywiadKultura • Niedziela, 9 listopada 2014, godz. 21:05
Ania Rusowicz to obdarzona wspaniałym głosem piosenkarka i utalentowana kompozytorka. Uwielbia muzykę lat 60-tych i 70-tych, czemu wyraz dała, wydając w 2011 roku debiutancki album „Mój Big-Bit”. Teraz, słuchając jej kolejnej płyty - „Genesis” - która pojawiła się końcem 2013, odkrywamy całkiem inną, bardziej uduchowioną stronę twórczości artystki. Kwestie duchowe, jak sama przyznaje, są dla niej niezwykle ważne.
Debiutowałaś w 2011 roku płytą „Mój Big-Bit”. Co Cię zafascynowało w big-bitowych brzmieniach, w muzyce lat '60 i '70?

- W muzyce lat 60-tych i 70-tych rozpoznaję prawdę, miłość, ale przede wszystkim rozpoznałam siebie. Uwielbiam brzmienie starych instrumentów, lubię nagrywać muzykę bez wspomagania jej ulepszaczami itd.

Właściwie zawsze to we mnie siedziało, potrzebowałam bodźca, żeby tworzyć taką muzykę. Tym bodźcem jest dojrzałość.

Czy w twórczości tamtych lat dostrzegasz coś, czego w dzisiejszej muzyce zdecydowanie brakuje?

- Myślę, że teraz brakuje w muzyce dużej dawki bezinteresowności, która nie prowadzi wyłącznie do sukcesu komercyjnego. Odnosząc to do siebie, mogę śmiało stwierdzić, że gdy powstawała moja pierwsza płyta, nikt nie zakładał że odniesie sukces :)

Wspomniałaś kiedyś, że był nawet czas, gdy prowadziłaś swoją audycję w radiu internetowym, gdzie prezentowałaś muzykę lat '60. Jak czułaś się jako prowadząca? I co w Twoich audycjach mogli usłyszeć słuchacze? Czego mogli się dowiedzieć?

- Uwielbiałam to! Puszczałam muzykę, która mi się podoba, muzykę moich przyjaciół, a także muzykę z winyli. Przeprowadzałam wywiady z gwiazdami, osobami znanymi i mniej znanymi. Niektórzy z nich byli zaskoczeni pytaniami, które im zadawałam. Twierdzili, że nikt nigdy ich o to nie pytał. Pytania brzmiały np. „Jeśli kiedyś, przechodząc ulicą spotkałbyś siebie, co byś o tym człowieku pomyślał/pomyślała?” lub „Jeśli miałbyś raz w życiu uprawiać sex, to kim byłaby ta osoba?” itp.

W ubiegłym roku wydałaś swoją drugą płytę „Genesis”. Tym, którzy jeszcze jej nie słyszeli, powiedz: jaki obraz świata się z niej wyłania? Jakie zjawiska i prawa nim rządzące odkrywasz?

- Ta płyta nie tylko łączy niebo i ziemię, wyłuszcza sferę emocjonalną człowieka, ale również zahacza o Kosmos, ponieważ my, podobnie jak ryby, które żyją w wodzie i to środowisko wodne na nie oddziałuje, jesteśmy pod oddziaływaniem całego Kosmosu. Dlatego dla mnie tak ważna jest kwestia duchowa. Nie umiem prowadzić nowoczesnego życia, albo żyć na pokaz. Nie potrafię zachwycać się gadżetami, ani luksusowymi ciuchami itp.

Co w świetle tego oznacza tytułowy „Genesis” (początek)?

- Powrót do Matki Wszechrzeczy.

Okładka też jest intrygująca. Co przedstawia znajdujący się na niej obraz?

- Jest to obraz polskiej malarki Julii Curyło, bardzo cenionej na świecie, niestety w Polsce trochę mniej znanej. Obraz przedstawia boską cząstkę, z której zbudowany jest Wszechświat. Najmniejsza cząstka odkryta została przy użyciu największego na świecie akceleratora, nazywanego Wielkim Zderzaczem Hadronów, czyli w skrócie LHC. I jeśli nie wierzycie w magię, to ta informacja powinna Was do niej przekonać :) Dokładnie 8 października 2013 roku, w dzień wydania mojej płyty, odkrywcy boskiej cząstki - prof. Peter Higgs i prof. Francois Englert - dostali Nagrodę Nobla. Mnie osobiście przeszły ciarki...

Sama komponujesz, jak często podkreślasz, obrazami. Jak działa ten „mechanizm”?

- Widzę to, co piszę. Jeśli w mojej piosence jest las albo sad, to ja go oczami wyobraźni widzę. Część z moich tekstów to także historie własne, albo osób bliskich.

Podkreślasz, że nie chcesz być nigdzie szufladkowana. Jak myślisz, skąd u ludzi taka chęć, żeby wszystko i wszystkich gdzieś zaszufladkować? Coś z czymś porównać?

- To bardzo prosty mechanizm psychologiczny, a nawet fizjologiczny. Na przykład gdy widzimy jakieś zdjęcie albo obrazek, w którym brakuje jakiegoś elementu, nasz mózg wypełni tę lukę na postawie doświadczenia, bądź elementów podobnych z obrazka. W ten sposób nasz umysł porządkuje rzeczywistość po to, by było nam prościej w życiu ;-)

Jest to mechanizm bardzo przydatny życiowo, niestety też często generalizujący i nie pozwalający dostrzec bardzo ważnych szczegółów. Często na przykład mówi się, że jakaś osoba jest bardzo podobna do kogoś, kogo znamy, a w rzeczywistości okazuje się, że te osoby są kompletnie inne, ale obie noszą okulary w ciemnych oprawkach i ten element sprawia, że oceniamy je jako bardzo podobne do siebie.

Lubimy też szufladkować z lenistwa, gdyż zagłębianie się w dany temat wymaga poświęcenia czasu, zaangażowania się, włączenia procesów myślowych, a szufladkowanie daje nam poczucie, że posiadamy wiedzę, jesteśmy kompetentni, a to z kolei powoduje wzrost naszej samooceny. Dlatego tak wielu ludzi wypowiada się na temat czegoś, o czym nie ma zielonego pojęcia.

Czego sama oczekujesz od muzyki i jakiej najchętniej słuchasz?

- Wyzbyłam się oczekiwań wobec muzyki. Ona jest, była i będzie dawać mi wielką radość.

Niedawno przeprowadziłaś się do domu na wieś. W jakim stylu go urządziłaś? Jakie przedmioty koniecznie musiały się w nim znaleźć?

- W stylu „babcinym”. Trochę prowansalskim, trochę wiejskim. Zbieram starocie. Mam ogród w stylu buszu. Piękny trawnik, ale nie przycinam żadnych krzewów, wiec jest zachowana dzikość i niepokorność przyrody. Pierwsza rzecz, jaką kupiłam do domu, to huśtawka ogrodowa. Taką samą miałam w moim rodzinnym domu.

Poczułaś więc, że jest to Twoje miejsce na Ziemi.

- Każdego dnia cieszę się, że mogę zjeść śniadanie na tarasie, wybiec w koszuli nocnej, by zobaczyć, jakie roślinki mi wzeszły. Moje zwierzaki też są bardzo szczęśliwe. Mam blisko las. Potrzebuję być blisko z przyrodą.

Co szykujesz dla publiczności po powrocie z wakacji?

- Wracam do pracy, mam jeszcze parę koncertów letnich. Planuję małą trasę koncertową w klubach na jesieni. Powoli szykuje się także kolejna płyta z cyklu „Panny Wyklęte”, na którą napisałam już piosenkę i chyba wejdę do studia nagrać parę rzeczy, bardzo miłych niespodzianek :-)

Dziękuję za rozmowę :)

Rozmawiała
Anna Piątkowska-Borek
Dodał(-a) RedTech [inne wiadomości], czytane 6155 razy

Galeria

Komentarze

Linki

---------- R E K L A M A ----------
Drukarnia Kraków

Chmurka wyszukiwaczki

Rozpad białka, Podgórski, Libiąż, janosik, Makowskie Święto Miodu, raz, Zabierzów, Centrum, Przedsiębiorco!, glewiec, bliźnięta, Lipcowe czuwania, wscieklizna, cofała, królewska, amazonki, przekręty, budow, Tu gdzie, Miechów, Sponsorzy, UNESCO, wachowicz, kolędnicy, Ibramowice, jesień Oświęcimska, mydlarnia u Franciszka, pan twardowski, kampania, Szerzyny, gliwice, Kalwaryjska, konkurs, przyjazny przedsiębiorcy, orkiestra swiatecznej pomocy,

Wiadomości polecamy

Projekt i realizacja CyfraNet.pl