WAŻNE: Nowe zasady dotyczące cookie
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów na naszej stronie Polityka dotycząca plików "cookies".
soltec

Użytkownicy online

46 gości online
Czekamy na wasze sugestie [email protected], listy [email protected] i zapraszamy do reklamy [email protected]

Galeria gwiazd

Maria Sadowska: Zawsze będę walczyła o lepsze dźwięki

WywiadKultura • Niedziela, 17 siepnia 2014, godz. 20:45
Maria Sadowska - kompozytorka, wokalistka, reżyserka, scenarzystka... Zajęć, a tym bardziej pomysłów na nowe projekty jej nie brakuje. Od kilku miesięcy, odkąd pojawiła się jej najnowsza płyta „Jazz na ulicach”, walczy o popularyzację jazzu. Przekonuje, że jest on dla każdego, nie tylko dla koneserów.
Skąd ten tytuł „Jazz na ulicach”?

- Chciałam przypomnieć wszystkim, że jazz był i jest fantastyczną muzyką taneczną, Zapomnieliśmy, że od niego zaczęła się dzisiejsza muzyka rozrywkowa. Kiedyś był muzyką zwyczajnych ludzi, muzyką ulicy, natomiast w tej chwili traktuje się go jak muzykę dla koneserów, trudną w odbiorze. Tymczasem ja chciałam przypomnieć, że jazz jest muzyką, która ma w sobie duszę, ma tę dzikość, którą ma też w sobie ulica.

Ta płyta nie jest stricte płytą jazzową. Powiedziałabym, że jest to raczej płyta, która czerpie z jazzowej tradycji, ale pokazuje różne gatunki, które wywodzą się właśnie z jazzu, czyli muzykę funkową, blues, muzykę klubową, swing itd. To wszystko jest na tej płycie.

Zaśpiewała na niej też Urszula Dudziak.

- To był dla mnie wielki zaszczyt. Zawsze Ulę podziwiałam, jest moim idolem i mistrzem, bo sama też śpiewam scatem, co robi niewiele osób. Znamy się z Ulą od lat. Pomagała mi już przy okazji płyty „Tribute to Komeda”, a jedno nasze, dość zabawne spotkanie opisała w swojej książce.

Utwór „Jazz na ulicach” pisałam właściwie z myślą o niej, ale początkowo wstydziłam się zapytać, czy zgodzi się wziąć udział w tym projekcie. Kiedy jeszcze nie miałam pewności, czy się to uda, wyobrażałam sobie solówkę Uli.

Pamiętam, kiedy stało się to faktem - Ula nagrała ścieżkę i nam ją przysłała. To było w nocy, w drugie urodziny mojej córeczki. Siedzieliśmy wtedy w studio, opijaliśmy wiśnióweczką te urodziny i nagle Yaro - mój współproducent - powiedział: „Idziemy słuchać”. Włączyliśmy nagranie na pełny regulator. Kiedy zabrzmiały dźwięki, które Ula nagrała, naprawdę się wzruszyłam. Tak to jest, jak sobie przez długi czas coś wyobrażasz i nagle staje się to rzeczywistością, i ta rzeczywistość przerasta twoje oczekiwania. Ulka zaśpiewała fantastycznie, wbrew schematom, w sposób nieoczywisty. Miałam łzy w oczach.

Wspomniałaś kiedyś, że tą płytą chciałaś odreagować po społecznie zaangażowanym filmie „Dzień Kobiet”. Spodziewałaś się, że ten film wywoła tyle emocji?

- Podczas pracy mieliśmy poczucie, że jest to film niekomercyjny, o niewielkim budżecie. Oczywiście miałam nadzieję, że trafi do serc ludzi, poruszy emocje, wywoła dyskusje. I to się udało z nawiązką. Na pewno przerósł nasze oczekiwania.

Sama napisałaś też ścieżkę dźwiękową. Trudno pisze się muzykę do obrazu?

- Nie było łatwo. Musiałam się wiele rzeczy nauczyć, by ze świeżą głową podejść do tego zagadnienia. Nie ułatwiałam sobie niczego.

Wcześniej robiłam też muzykę do „Non-stop kolor”, ale to był film krótkometrażowy, do tego podporządkowany muzyce. W przypadku „Dnia Kobiet” muzykę zaczęłam pisać dopiero, jak film był już zmontowany. Czyli tak, jakbym to nie ja była reżyserem, tylko samym kompozytorem. Napisałam tej muzyki bardzo dużo, a w filmie wykorzystaliśmy tylko 20 minut. Zostało jej naprawdę sporo, dzięki czemu powstała później płyta „Dzień Kobiet”. To zabawne, że muzyka filmowa była tu kanwą do stworzenia piosenek. Wydaliśmy dwupłytowy album. Na jednej płycie jest muzyka z filmu, a na drugiej - piosenki na podstawie muzyki filmowej. To ciekawe, jak różne tematy i pomysły muzyczne funkcjonują jako tło dźwiękowe w filmie i jak te same motywy istnieją już jako samodzielny utwór. To są dwie różne sprawy. Dla mnie było to niezwykłe doświadczenie.

„Dzień Kobiet” to był Twój pierwszy film pełnometrażowy. Masz już pomysł na kolejny?

- Oczywiście. Pracuję nad kilkoma projektami, ale na razie nie chcę nic mówić, by nie zapeszać. Absolutnie nie składam broni, chcę wrócić do filmów. Teraz odciągnęło mnie trochę to, że stęskniłam się za muzyką. W tym momencie muzyka gra pierwsze skrzypce, stąd wydanie płyty, trasa koncertowa. Obiecałam sobie jednak, że za pół roku wracam do regularnej pracy filmowej. Teraz też „wyżywam się”, robiąc teledyski. Właśnie skończyłam teledysk do utworu „Jazz na ulicach”. Stworzyłam go dzięki zaangażowaniu studentów łódzkiej filmówki. Już niedługo będzie można zobaczyć rezultat.

Jako trenerka w programie „The Voice of Poland” poznałaś wielu ciekawych ludzi. Czego sama się od nich nauczyłaś?

- Zawsze trzeba mieć oczy szeroko otwarte. Z całą pewnością mogę powiedzieć, że bardzo wiele osób dało mi wielką energię i natchnęło mnie wiarą, za co im bardzo dziękuję. Byli kochanymi uczniami, którzy dodawali mi skrzydeł. Tak naprawdę płyta „Jazz na ulicach” nie powstałaby, gdyby nie program „The Voice of Poland”. Tam młodym ludziom mówię, że muszą pracować, nagrywać płyty, ponieważ nikt za nich tego nie zrobi. To praca, którą muszą wykonać. W pewnym momencie pomyślałam, że skoro ja im to kładę do głowy, powinnam dać im dobry przykład. Uświadomiłam sobie, że płytę autorską wydałam ostatnio pięć lat temu, więc najwyższy czas na kolejną. Tak powstał album „Jazz na ulicach”, pełen młodzieńczej energii, którą dostałam m.in. od uczestników programu.

A co dla trenera jest najtrudniejsze w programie?

- Bardzo wiele rzeczy. My nie jesteśmy tylko jurorami, nie dajemy tylko jednej przepustki. Przez cały czas musimy kogoś wyrzucać, wybierać. W każdym odcinku dokonujemy wyborów, które są bardzo trudne i nigdy nie są oczywiste. Bardzo często nie można sobie nic zaplanować. Wielu uczestników potrafi cię zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie.

Drugą trudną sprawą jest to, żeby zachować mądrą równowagę. Z jednej strony trzeba się starać, by uczestnicy pozostali sobą i wykorzystali swoje atuty. Równocześnie trzeba ich zmienić. Są tacy, których trzeba bardzo wiele nauczyć, otworzyć ich - i oni dzięki temu bardzo wiele zyskują. Ale są i tacy, chociażby jak Juan, którzy przychodzą do programu z bardzo wielką charyzmą, przychodzą właściwie „gotowi” - wtedy wielkim wyzwaniem jest dobór repertuaru. To sztuka tak dobrać piosenkę, by równocześnie zaskakiwać publiczność, poszerzać horyzonty uczestników, żeby nie zamykali się w jednym gatunku, który sobie wybierają, a jednocześnie uważać, by „nie obedrzeć” ich z autentyczności, którą mają. Juan jest fantastyczny. Od początku miał charyzmę, natomiast dużo musieliśmy doprecyzować w kwestiach technicznych. Mało wiedział o emisji głosu, o tym, że swój głos może wykorzystywać na wiele różnych sposobów. Bardzo mi się podobało to, że on się nie bał, starał się przełamywać swoje słabości, starał się śpiewać po polsku. To jest, myślę, dobry przykład, jak można komuś zbudować drogę do zwycięstwa.

Powiedziałaś kiedyś, że współcześnie zatracił się etos słuchania muzyki. Dziś leci ona „w tle”.

- To wynika z popularyzacji muzyki. Kiedyś, jak się kupowało jeden krążek na winylu - długo wyczekiwany, ciężko zdobyty - przychodziło się do domu, zakładało słuchawki i słuchało od początku do końca wiele razy. W tej chwili dostępność muzyki w pewnym sensie zabrała jej wyjątkowość. Z jednej strony wspaniałe jest to, że mamy Spotify i są tam wszystkie płyty świata, w każdej chwili możemy posłuchać, czego tylko chcemy. Z drugiej strony jest to jednak przygnębiające - jak się ma wszystko na wyciągnięcie ręki, to przestaje to mieć już taką wartość.

Inna sprawa, że ja wręcz tęsknię za ciszą. Mam wrażenie, że teraz muzyki jest za dużo. Jedziesz tramwajem, leci muzyka. Jesteś w windzie, leci muzyka. Jesteś atakowana muzyką na ulicy. Już nie mówię o jakości muzyki. Ona po prostu zamienia się w zgiełk, hałas. To jest muzyka tła.

I wiele osób tak właśnie traktuje muzykę, jako tło. Mało znam takich, które w milczeniu potrafią wysłuchać piosenki od początku do końca. Wcześniej czy później zaczynają rozmawiać. Ludzi, którzy naprawdę, ze skupieniem słuchają płyt, jest niestety coraz mniej. A płyta to jest wypowiedź całościowa, warto ją przesłuchać w całości, od początku do końca, a nie tylko wybrać z niej jeden kawałek, który nam się spodoba i „tłuc” go w kółko. Wiele płyt jest takich, że nie od razu zdradzają swoje tajemnice, trzeba im dać szansę, przesłuchać dwa-trzy razy, by poczuć ich klimat, zrozumieć, jaki był zamysł artysty. Jest to swego rodzaju podróż, odkrywanie różnych dźwięków, których wcześniej się nie słyszało.

Uważam, że wszystko, co przychodzi łatwo, jest mało wartościowe. Nie warto więc iść na łatwiznę również w kwestii muzyki. Trzeba zadać sobie trochę wysiłku, a muzyka, i w ogóle kultura, na pewno nam się odwdzięczy z nawiązką.

Sama też nigdy nie chodzisz na łatwiznę. Bardzo trudno jest przebić się z czymś wartościowym?

- Tak, jest trudno. Mimo to bardzo zachęcam wszystkich młodych ludzi do tego, żeby szli jednak tą niezależną drogą artystyczną, bo w ten sposób powstaje kultura. Jak ktoś traktuje muzykę jako dźwignię do sławy, do pieniędzy i popularności, to dla mnie nie jest muzykiem, szybko się wypala. Takie są tzw. „gwiazdy sezonów”, które przelatują jak kometa, po czym się o nich zapomina. Na prawdziwy sukces pracuje się latami, a może się też zdarzyć, że on wcale nie przyjdzie. Zawsze mówię uczniom w programie, że nie mają gwarancji osiągnięcia sukcesu, ale trzeba wierzyć, nie poddawać się. Ja sama rozbiłam się o wiele skał, wydawało mi się nieraz, że to wszystko nie ma sensu. Ciężko jest żyć w Polsce ze sztuki niekomercyjnej, to nie jest droga łatwa, ale uważam, że jeśli ktoś sobie wyznacza cel, to powinien do niego konsekwentnie zmierzać. Wiele osób odnosi przecież sukcesy, robiąc ciekawą muzykę, np. Dawid Podsiadło, Kamil Bednarek. To ludzie, którzy robią swoje, nie oglądają się na innych.

Wierzę, że muzyka to jakby ubranie dla duszy. Dbamy w życiu o różne rzeczy - o zdrowe jedzenie, o zdrowe ciało, ale nie dbamy o zdrową duszę. To jest bardzo przykre. Tymczasem to, co konsumujemy kulturalnie, wpływa na nas, na nasze emocje, serce, sposób myślenia. Łatwo się więc zainfekować słabą kulturą i w niej tkwić.

Według mnie wielką porażką jest w tej chwili to, że disco polo ogarnęło prawie wszystkich. Ja będę walczyć o popularyzacje jazzu, ponieważ wierzę, że jazz jest muzyką dla każdego. Tym bardziej cieszy mnie, że bardzo wiele młodych ludzi tę płytę pokochało. Widzę to choćby na koncertach, które gramy. Mamy pełne sale i coraz więcej młodzieży. Ostatnio ktoś mi nawet przesłał taką anegdotę: „Siedzą dzieci w przedszkolu i pani pyta, czego dziś posłuchamy? A dzieci na to: Jazz na ulicach!” :) Wszystko to jest kwestia edukacji muzycznej. Zawsze będę więc walczyła o te lepsze dźwięki, które sprawiają, że jakość naszej duszy jest lepsza.

Dziękuję za rozmowę :)

Rozmawiała
Anna Piątkowska-Borek

Fot. Michał Pańszczyk/Sony Music
Dodał(-a) RedTech [inne wiadomości], czytane 6685 razy

Galeria

Komentarze

Linki

---------- R E K L A M A ----------
Drukarnia Kraków

Chmurka wyszukiwaczki

Autobus energetyczny, Wyremontowali podwórka, małże, Ormanty, Cieplej, oszczędniej i, fuse, Sosnkowskiego, Polanka Wielka, pociag, CEF, synthos, Cat, Żabnica, sylwester 2016, majówka, agro jurek, Park&Ride;, Michał Gniadek, nomi, henryk pomykalski, Wielkie pieniądze, Projekt Już pływam, łapszow, śniadanie daje moc, Szkoła Futbolu Staniątki, zespół szkół energetycznych, Krzyszkowicka zamknięta, Stryszów, POWDiR, Przebudowa śluzy na Rabie, busy, Rzezawa, holding, hubertus, Wiewiórka,

Wiadomości polecamy

Projekt i realizacja CyfraNet.pl