WAŻNE: Nowe zasady dotyczące cookie
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów na naszej stronie Polityka dotycząca plików "cookies".
MEDIAEXPERT 2

Użytkownicy online

44 gości online
Czekamy na wasze sugestie [email protected], listy [email protected] i zapraszamy do reklamy [email protected]

Galeria gwiazd

Renata Przemyk: Oczyma rogatej duszy nie widziałam się w żadnym biurze

WywiadKultura • Piątek, 7 marca 2014, godz. 18:12
Renata Przemyk w dzieciństwie marzyła o zostaniu kierowcą ciężarówki, przemierzającym nieznane drogi i zwiedzającym odległe kaniony i prerie. Muzykę uwielbiała, jednak dopiero nagroda na Studenckim Festiwalu Piosenki sprawiła, że o śpiewaniu zaczęła myśleć poważnie. I tak, w momencie odbierania dyplomu magistra, miałam już na swoim koncie dwie płyty, trzecią w trakcie nagrań, nagrody na najważniejszych festiwalach w kraju i znakomite recenzje.
O czym marzyła Pani jako mała dziewczynka? O zostaniu policjantką, weterynarzem, może księżniczką...?

- Chciałam być kierowcą ciężarówki, takiego wielkiego tracka, który przemierza amerykańskie drogi. Oni mają w kabinie z tyłu małe pokoiki i mogą się zatrzymywać, gdzie chcą. Tak wtedy myślałam. Mieszkaliśmy w ciasnym mieszkanku dużą rodziną i całe dzieciństwo marzył mi się własny pokój. Bardzo chciałam też podróżować, prowadzić własny samochód i pobyć czasem sama. Oglądaliśmy z tatą westerny i filmy drogi, i bardzo nam się podobały te przestrzenie i wielkie auta. Wiedziałam też już wtedy, że nie dla mnie praca na etacie w konkretnych, tych samych godzinach każdego dnia. To było najlepsze rozwiązanie i połączenie wielu marzeń. Taka praca kojarzyła mi się z wolnością. Mogłabym zwiedzać prerie i kaniony, mieć własny pokój w zasięgu ręki, własną muzykę w radio, prowadzić samochód, sama decydować o godzinach pracy i zatrzymywać się, gdzie chcę. Tak sobie to wymyśliłam.

A kiedy poczuła Pani, że muzyka to jest właśnie to, czym chciałaby się Pani zająć?

- Zajęło to trochę czasu. Muzykę uwielbiałam od wczesnego dzieciństwa, ale zawsze traktowałam ją w kategorii pasji i hobby, czegoś, co można robić po pracy. W takim przekonaniu utrzymywała mnie również rodzina. Rodzice przekonywali do kształcenia się w jakimś rozsądnym kierunku, liceum ekonomiczne i ewentualna praca urzędnicza miała mi zapewnić stabilizację i pewny dochód. Oczyma mojej rogatej duszy nie widziałam się jednak w żadnym biurze, ani nawet na kierowniczym stołku. Zdecydowałam się na filologię słowiańską i zostanie tłumaczem książek. To był jak na mnie, wyraz ogromnego rozsądku.

Muzyką zajmowałam się w wolnych chwilach, na imprezach studenckich. Wygrana na Studenckim Festiwalu Piosenki była dla mnie zaskoczeniem i jednocześnie przywróciła mnie własnym marzeniom. Nagle pojawiło się tyle propozycji i szansa nagrania płyty, że ośmieliłam się myśleć o śpiewaniu trochę poważniej. Ciągle jednak studiowałam, więc miałam furtkę, gdyby nie wyszło. W chwili odbierania dyplomu magistra miałam na koncie dwie płyty, trzecią w trakcie nagrań, nagrody na najważniejszych festiwalach w kraju i znakomite recenzje. Dyplom powędrował do szuflady, a doświadczenie studenckie znakomicie się przydało w dalszym tułaczym życiu.

Czy Pani córeczka chciałaby pójść w ślady mamy? Wspominała już coś na ten temat?

- Córka od lat chce zostać przedszkolanką i tylko dlatego się uczy grać na pianinie, żeby móc akompaniować maluchom.

A czego wspólnie z córką słuchacie?

- Shakiry, Britney Spears, Bobana Markovicia i Nelly Furtado.

Z miasta przeprowadziła się Pani na wieś, niedaleko Wieliczki. Czy trudno było się z początku przestawić? Dom, duży ogród, brak tramwajów, kina, teatru, sklepów na każdym rogu itd.

- To nie amerykańska preria. Teraz wszędzie są sklepy, a jeśli nie mamy we wsi jeszcze centrum handlowego to chwała Bogu! Od początku było cudownie i tego właśnie zawsze chciałam. Spełniłam swoje marzenie o własnym pokoju i własnym czarodziejskim ogrodzie. Mam święty spokój, piękne widoki, czyste powietrze i mogę się bezkarnie wydzierać, nie zakłócając spokoju sąsiadom za ścianą. Jedynym problemem jest wczesne wstawanie do szkoły, ale to kwestia nie miejsca, tylko pojawienia się dziecka. Do kina i teatru chodzę równie często, co mieszkając w mieście. To tylko kilka kilometrów, a tyle ciszy i przestrzeni.

Czy to miejsce bardziej sprzyja pracy twórczej niż miasto i związany z nim hałas, wieczny pośpiech?

- Oczywiście. Mam pokoik na strychu z instrumentami i komputerem. I sąsiadów wystarczająco daleko. W przerwie mogę się położyć na trawie, albo na werandzie i odpocząć.

Każda Pani płyta jest inna. Co jest źródłem tych zmian? Bo na pewno nie moda, nigdy nie robi Pani tego, co inni.
Ciekawość świata, ludzi, muzyki. Tyle inspirujących rzeczy dzieje się dookoła, tyle wspaniałej muzyki, książek, ciągle nowe możliwości techniczne. Nie umiałabym robić ciągle takiej samej muzyki, nudziłoby mi się. Lubię zmiany, rozwój, poszukiwania i łączenie stylów.

A skąd wzięła się Pani słabość do akordeonu? Instrument ten bardzo często pojawia się na Pani płytach.

- Akordeon jest specyficzny, pogłębia emocje. Ma dużo różnych barw, różne registry, głęboko brzmiące basy. I wspaniale się łączy z innymi instrumentami i z elektroniką. Dużo zależy od akordeonisty, od sposobu grania. Równie wiarygodnie brzmią na nim przyśpiewki weselne, co fugi Bacha.

Utwory, które umieszcza Pani na płytach z pewnością przechodzą ostrą selekcję. Według jakiego klucza je Pani dobiera i układa w takiej, a nie innej kolejności?

- Komponowane są w podobnym czasie, więc zazwyczaj łączy je ten sam stopień mojego rozwoju muzycznego, ale i życiowego, to czym akurat żyję i kim jestem. Muszę czuć, że to jest historia, którą chcę opowiedzieć. Dotyczy to pojedynczych piosenek, ale i całego programu. Wymyślam jakiś motyw przewodni, sposób widzenia świata w skali mikro lub makro, daję się ponieść własnym nastrojom. Kilka dni później odsłuchuję co napisałam i oceniam, co przeszło próbę czasu. Jedyna selekcja to moja subiektywna ocena.

Na Pani koncerty przychodzą ludzie w różnym wieku, rodzice przyprowadzają swoje dzieci. Co Pani czuje, gdy widzi, że jej twórczość - można powiedzieć - „łączy pokolenia”?

- Widzę to i jestem zachwycona. Rodzice, którzy kochali się w mojej muzyce, przyprowadzają na koncerty swoje dzieci już przygotowane, z płytami i ze znajomością piosenek. Czyli to, co było dla nich ważne, przekazują swoim bliskim. Często mam prośby o podpisywanie płyt jako prezent dla kogoś, albo ktoś podchodzi po autograf i mówi, że dostał w prezencie bilet na koncert, że jest pierwszy raz i teraz już będzie chodził. Znajomi przyprowadzają znajomych, a chłopaki swoje dziewczyny. To ogromnie miłe, że piosenki mogą odgrywać tak dużą rolę w czyimś życiu. Oddaję w nich siebie i mam nadzieję, że słuchacze odczuwają to właśnie tak, jak dzielenie się sobą, tym co we mnie najlepsze.

Pisze Pani też muzykę do sztuk teatralnych. Czym różni się to od tworzenia utworów wykonywanych na estradzie?

- Musi pasować do sztuki, musi wyjaskrawiać te ważne w sztuce elementy, dopełniać postacie, być jak dodatkowy aktor, przecierać ścieżki do interpretacji. Muzyka do śpiewania na koncertach dopełnia tylko mnie. Albo ja ją.

W teatrze występuje Pani też jako aktorka, m.in. w krakowskiej Bagateli, w sztuce „Tramwaj, zwanym pożądaniem”. Jak czuje się Pani w tej roli?

- Znakomicie. To rola krótka i nieskomplikowana, ale znacząca. Gram w cudownym towarzystwie, podziwiam kolegów i nie mam zbyt wiele tekstu do zapamiętania Dla mnie to wspaniała przygoda.

W 2014 roku mija 25 lat Pani pracy artystycznej. Czy ten czas skłania do refleksji i podsumowań?

- Pierwsza refleksja to zawsze - kiedy to minęło! I co przez ten czas zrobiłam. I że na to, kim jestem i co umiem, teraz składają się te wszystkie lata i doświadczenia. Jak ważni byli ludzie, których spotkałam i od których się uczyłam.

Z okazji jubileuszu dla swojej publiczności przygotowuje Pani też specjalne koncerty urodzinowe. Co w nich będzie szczególnego?

- Zawsze patrzę do przodu i jestem zafascynowana tym, co jeszcze mogę zrobić. Z czasem tych możliwości jest coraz więcej. I z takim podejściem potraktowaliśmy też ten jubileusz. Stare i nowe w jednym. Było to bardzo pracowite 25 lat i było z czego wybierać piosenki do specjalnie przygotowanej trasy koncertowej. Z okazji 25-lecia odbędzie się duża trasa po całej Polsce z programem złożonym w dużej mierze z niespodzianek - będą to największe przeboje, ale i piosenki z pierwszych płyt w nowych aranżacjach. Nasi słuchacze, pamiętający moje piosenki z Ya Hozny i ci, co znają Andergrant i Hormon, będą mile zaskoczeni. Będzie też jedna całkowicie premierowa piosenka, zapowiadająca najnowszą płytę, która ukaże się jesienią.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała
Anna Piątkowska-Borek

Fot. Anna Hanke
Dodał(-a) RedTech [inne wiadomości], czytane 7777 razy

Galeria

Komentarze

Linki

---------- R E K L A M A ----------
RZEZAWA 2

Chmurka wyszukiwaczki

aviva, małgorzata pytlik, urząd skarbowy w wieliczce, naturhouse, Wierzchosławice, wielki finał, kino dla kobiet, poczet krzeszowickich, Plac konstytucji, Angelica Sobaniak, jamy, Z Apteczki, krzeszowickie centrum zdrowia, Było gorąco na… lodowisku, pierogi, oczarowani bajką, ogloszenia, konie, wywoz smieci, dps, Solne Miasto, licealistów, brzesko-koszyce, o-pal, reklamy firm, kłaju, przedszkola, „Jeżdżę z głową”, kpp proszowice, Przygnieciony przez ciągnik, ODPADY, nekrologi, Łukowica, Zapraszamy na Zapaleńców!, Com-Com Zone,

Wiadomości polecamy

Projekt i realizacja CyfraNet.pl