WAŻNE: Nowe zasady dotyczące cookie
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów na naszej stronie Polityka dotycząca plików "cookies".
soltec

Użytkownicy online

46 gości online
Czekamy na wasze sugestie [email protected], listy [email protected] i zapraszamy do reklamy [email protected]

Galeria gwiazd

Rafał Brzozowski: Chcę mieć poczucie, że nie zmarnowałem swojej szansy

WywiadKultura • Poniedziałek, 27 stycznia 2014, godz. 19:34
Rafał Brzozowski w dzieciństwie budował z klocków instrumenty klawiszowe i udawał, że gra. W końcu jego marzenie się spełniło - dostał wymarzone pianino i z wrażenia całą noc nie spał. Dziś natomiast gra nie tylko na klawiszach, ale i gitarze, śpiewa, komponuje. Przez wiele lat występował ze znanymi muzykami. Jego debiutancki album ukazał się natomiast w 2012 roku, a pochodzący z niego utwór „Tak blisko” stał się Hitem Lata. Obecnie Rafał pracuje nad kolejną płytą. Fajne teksty, melodyjne utwory - tym właśnie, jak mówi, chce trafić do jak najszerszej publiczności.
Już jako dziecko uczyłeś się grać na pianinie i gitarze. Było to twoje marzenie, czy na początku bardziej pomysł rodziców?

- To zawsze było moje wielkie marzenie. Marzyłem o instrumentach klawiszowych i z zapartym tchem patrzyłem na nie, jak tylko gdzieś je spotkałem. Jako dziecko budowałem z klocków pierwszy instrument, ponieważ nie mieliśmy takiego w domu i udawałem, że gram.

Po jakimś czasie rodzice to zauważyli i zapisali mnie na lekcje pianina. Ponieważ w domu nie mieliśmy tego instrumentu, grałem początkowo na tekturze, tzn. wyobrażałem sobie, że gram poszczególne dźwięki. Tylko w szkole mogłem ćwiczyć. Jakoś jednak przetrwałem, a w końcu dostałem pierwszy instrument. Było to spełnienie moich marzeń i po tym wszystkim nie spałem dzień i noc. :)

Na gitarze natomiast nauczyłem się sam grać. Mój ojciec grał na gitarze. Gdy byliśmy dziećmi, grał nam swoje piosenki. Ta gitara gdzieś stała, a ponieważ miałem w miarę wyćwiczone palce lewej dłoni od pianina, więc nauczyłem się na pamięć chwytów i zacząłem je grać.

Szkoła, gra na dwóch instrumentach... Po lekcjach zostawało Ci trochę czasu, żeby „poszaleć” z kolegami?

- Pewnie, że tak :) To były takie czasy, że nie siedzieliśmy przed komputerem i mieliśmy na wszystko czas, a ja starałem się maksymalnie ten czas pozalekcyjny wykorzystywać. Praktycznie całe moje dzieciństwo i wczesne lata młodości wyglądały tak, że spotykaliśmy się z kolegami, jeździliśmy na rowerach, deskorolkach, rolkach, bawiliśmy się w chowanego, podchody. Graliśmy też dużo w piłkę, dopóki nie pojawiły się zakazy, np. zakaz gry w piłkę nożną przed blokiem. Moje pokolenie jako pierwsze zetknęło się z tymi zakazami, a teraz się wszyscy dziwią, że nasza kadra nie ma sukcesów. Jak mieliśmy wtedy ćwiczyć, jak nas wszędzie wyganiano, żebyśmy nie grali w piłkę. Teraz dopiero powstają boiska, gdzie można pograć.

Wiele lat trenowałeś wyczynowo, byłeś nawet brązowym medalistą Mistrzostw Polski w zapasach. Powiedz, co złożyło się na to, że jednak muzyką zdecydowałeś się zająć zawodowo?

- To był naturalny proces. Zawsze miałem te dwie pasje - sport i muzykę, i w pewnym momencie po prostu zdecydowałem, że chyba nie będę mistrzem olimpijskim. Do tego doszła dość poważna kontuzja. Byłem dobry w tym sporcie, lubiłem to, ale nie czułem takiego totalnego powołania. Nie widziałem w tym swojej przyszłości. Owszem, zapasy pozwalały mi się realizować, uczyły wytrwałości w dążeniu do celu, dawały chęć do życia, jednak w pewnym momencie musiałem zweryfikować, w czym jestem najlepszy, by do czegoś dojść w życiu. Postawiłem więc na muzykę. Dziś tego nie żałuję. Oczywiście były momenty zwątpienia, gdy się zastanawiałem, czy dobrze wybrałem. Z perspektywy czasu twierdzę jednak, że gdy się pracuje, pewne procesy przechodzą płynnie. I tak było w moim przypadku.

A zdarza Ci się teraz jeszcze walczyć na macie?

- Pewnie, że mi się zdarza. Ostatnio niestety coraz mniej i ubolewam nad tym. Chcę wrócić do rekreacyjnego trenowania. To jest mi potrzebne, by czuć się dobrze fizycznie, by być zregenerowanym, wypoczętym i by czuć się atrakcyjnie. Kiedy trenuję, wiem, że żyję pełnią życia, mam dużo siły i energii.

Po studiach na Akademii Wychowania Fizycznego mógłbyś też pracować jako nauczyciel WF-u. Widzisz się w tym zawodzie?

- Nie bardzo... Chociaż miałem nutkę talentu pedagogicznego i dziś jestem w stanie z tego korzystać podczas spotkań z fanami, kiedy mam możliwość rozmowy z nimi, zapanowania nad tłumem. To się naprawę przydaje. Praktyki, które jako student miałem w szkołach - w podstawówce, gimnazjum, szkole średniej, dużo dały. Nie widzę siebie jednak w tym zawodzie. Moja mama od 30 lat jest nauczycielką WF-u i widzę, ile ją to zdrowia kosztuje.

Jeszcze na studiach zacząłeś występować z zespołem „Emigranci”. Grałeś też z Markiem Kościkiewiczem w zespole Mono. Kiedy postanowiłeś rozpocząć pracę nad własnym repertuarem?

- Chyba po tej całej aferze z De Mono i Mono. Stwierdziłem wtedy, że się już nagrałem w zespołach i że już wysłuchałem rad starszych, którzy dotąd mi doradzali i mnie prowadzili. Nadszedł czas, żebym powalczył o swoje. Zrobił swoje przeboje, a nie cały czas wspierał się nazwiskami znanych kompozytorów, moich przyjaciół. Wypracowanie własnego repertuaru i własnej tożsamości scenicznej, bycie artysta określonym - na to chciałem zapracować.

Chociaż już koncertowałeś, tworzyłeś muzykę, zdecydowałeś się na udział w talent-show - „The Voice of Poland”. Jaki był powód?

- Wiele było powodów mojego udziału w tym programie. Przede wszystkim - pokonanie własnych słabości, próba zmierzenia się z dużym formatem telewizyjnym, udowodnienia czegoś sobie i innym, odnalezienia własnej tożsamości. Miałem dużo braków. Nie potrafiłem np. śpiewać w systemach dousznych, zamkniętych, bez tzw. monitorów podłogowych („wedge”). W programie musiałem się tego nauczyć. Poza tym dostałem też taką propozycję od wytwórni - jeśli zawalczę w tym programie, będę mieć większe szanse, by wydać płytę. A to był dla mnie cel najważniejszy. Nie mogłem czekać kolejnego roku. Zdecydowałem się więc na udział. Na początku żałowałem, ale potem stwierdziłem, że mimo wszystko wyszło mi to na dobre.

W lecie 2012 roku za utwór „Tak blisko” otrzymałeś nagrodę w kategorii Przebój Roku podczas gali Eska Music Awards. Śpiewaną przez Ciebie piosenkę, okrzykniętą hitem lata 2012, znają prawie wszyscy. Zdarza Ci się, że znajomi, albo spotkane przypadkiem wielbicielki proszą, byś ją zaśpiewał?

- Oczywiście, że tak. „Tak blisko” przylgnęło do mnie na jakiś czas. Często, czy w wywiadach, czy nawet podczas spotkań ludzie rzucają też takie hasła, czy nawet slogany: „jesteś tak blisko”, „ktoś jest z nami tak blisko”, „tak blisko przyszedł Rafał”, „nigdy nikt nie był tak blisko” itd. To jest miłe, przyjemne, nie obrażam się. Aczkolwiek naśpiewałem się tego utworu bardzo dużo. Kiedy śpiewam to zawodowo, sprawia mi to przyjemność, ale kiedy w towarzystwie znajomych, rodziny, przyjaciół proszą mnie, żeby zaśpiewać, to mówię „dajcie mi spokój”. Dlaczego zamiast „może byś zaśpiewał”, nikt mi nie powie „może byś usiadł i odpoczął”?

Pracujesz teraz nad nową płytą. Przeczytałam w jednym z wywiadów, że masz już ponad 40 nagranych utworów. Pewnie teraz trudno jest wybrać...?

- Zgadza się. Mam dużo utworów innych kompozytorów i moich własnych. Te piosenki muszę przesegregować i wybrać najfajniejsze, najlepsze pomysły, a następnie przekazać je producentom. Rzeczywiście jest trudno, bo na etapie demo utwór może wyglądać zupełnie inaczej, a potem w produkcji okazuje się, że jest to potencjalny „czarny koń”, na niego można postawić. Muszę po prostu wybrać coś, co mi będzie najbardziej „leżało” i najlepiej grało w duszy.

A do jakiej publiczności chcesz przede wszystkim tę płytę skierować?

- To będzie bardzo uniwersalna płyta. Chciałbym, by każdy znalazł na niej coś dla siebie - i młodsi, i starsi. Będą tu piosenki bardziej energetyczne, ale i bardziej balladowe. Fajne teksty, melodyjne utwory - tym chcę trafić do jak najszerszej publiczności. Oczywiście, co z tego wyjdzie, później publiczność zweryfikuje.

W soboty w „Pytaniu na śniadanie” masz swój autorski kącik. Jak czujesz się w roli prowadzącego?

- Przyjąłem to z dużym uśmiechem i trochę z dystansem. Koledzy z redakcji dużo mi pomogli. I odniosło to fajny skutek, oglądalność była dobra. Będziemy to jeszcze kontynuować, chociaż jakoś tak do końca siebie w roli prowadzącego program na razie nie widzę. Wolałbym się jednak bardziej skupić jeszcze na muzyce.

Praca nad nową płytą, koncerty, program... Nie jesteś przypadkiem pracoholikiem? :)

- Nie jestem pracoholikiem, ale mam takie wrażenie że ostatnio tempo mojego życia rzeczywiście jest szaleńcze. Na nic nie mam czasu. Kiedyś miałem takie poczucie, że trochę czasu mi ucieka przez palce, że tak się snuję, tu gdzieś pojadę, odpocznę, pójdę na siłownię, coś napiszę, gdzieś wystąpię. Teraz to jest wir praktycznie przymusowej pracy. Mój management jest bardzo wymagający, wszystko musi być natychmiast realizowane, a jest dużo pomysłów, dużo się dzieje. Powiedziałem sobie już jednak, że w tym roku trochę zastopuję. Muszę mieć też czas na własne prywatne życie. To dla mnie bardzo ważne.

A gdzie się „zaszywasz”, co robisz, gdy jesteś zmęczony i chcesz odpocząć?

- Lubię posiedzieć we własnym kąciku domowym, posłuchać muzyki, pograć na instrumentach, obejrzeć jakiś film, poczytać książkę. Zimą wyjeżdżam w góry na narty. W okresie wiosennym, letnim i jesiennym - są Mazury, konie, łowienie ryb, jazda na rowerze, czasem trening. Tak się relaksuję. Spotykam się też często z rodziną, z najbliższymi - jeżdżę do swojej babci, do rodziców. Siedzimy, pijemy herbatę, rozmawiamy. To też pozwala mi odpocząć.

Masz w swoim życiu mentorów, osoby, które w pewien sposób wpłynęły na Ciebie i na to, jak potoczyło się Twoje życie?

- Oczywiście. Edmund Stasiak wprowadził mnie w ten świat muzyczny w zespole Emigranci. Wiele rzeczy mnie nauczył, uwierzył we mnie i dał mi szansę. Potem był Marek Kościkiewicz, Robert Chojnacki, znakomici muzycy, z którymi pracowałem przez lata - oni pokazywali mi, jak być zawodowcem, jak się w tym wszystkim odnaleźć. Opatrzność nade mną czuwała, dzięki temu mogłem czerpać od najlepszych. Miałem dużo szczęścia, że dostałem tę szansę. Jestem ogromnie wdzięczny tym osobom, które spotkałem na swojej drodze.

Masz jakieś postanowienia noworoczne?

- Chciałbym zrobić fajną płytę, nagrać dobre piosenki, znaleźć trochę czasu dla siebie na jakieś wakacje, ale jednocześnie też cały czas pracować, koncertować. Trzeba wykorzystać ten czas, bo może się nie powtórzyć. To da mi poczucie, że nie zmarnowałem swojej szansy, kiedy była ku temu potrzeba. Chciałbym mieć poczucie, że jestem zdrowy i silny, a wtedy wszystko na pewno będzie się toczyło, tak jak trzeba.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała
Anna Piątkowska-Borek
Dodał(-a) RedTech [inne wiadomości], czytane 12809 razy

Galeria

Komentarze (1)

Linki

---------- R E K L A M A ----------
Drukarnia Kraków

Chmurka wyszukiwaczki

pieszego, Powiatowe Forum, warsztatowe, chudoba, krzeszowickie centrum zdrowia, Plan, palej mariusz, zagórska, wyborcza, sankowia, baciary, Jodłownik, przedszkole nr 4, aleksandra, sklepy, nowak, elektrownie wiatrowe, rumunia, odkrywcy, OHP, Planet Cinema, Mieszkańcy Oświęcimia nie, Xix wieku, Kamila Glogowska, Przygnieciony przez ciągnik, ogrody, UTW, Park&Ride;, Wolbromski Dom Kultury, zenon mierzwa, Bystra-Sidzina, jazda po pijanemu, Plebiscyt, Rozdają elementy odblaskowe, smółka,

Wiadomości polecamy

Projekt i realizacja CyfraNet.pl