WAŻNE: Nowe zasady dotyczące cookie
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów na naszej stronie Polityka dotycząca plików "cookies".
superdrzwi

Użytkownicy online

46 gości online
Czekamy na wasze sugestie [email protected], listy [email protected] i zapraszamy do reklamy [email protected]

Galeria Gwiazd

Jacek Wójcicki: „Mały, czarny, kudłaty, może się nada?” I się nadałem

WywiadKultura • Wtorek, 17 grudnia 2013, godz. 15:19
Jacek Wójcicki od wielu lat zajmuje szczególną pozycję na polskiej scenie muzycznej. Już w dzieciństwie swym wyjątkowym talentem i niezwykłym głosem sprawiał, że żeńska część widowni ocierała łzy wzruszenia. Jako artysta „Piwnicy pod Baranami” swoim występem tak zachwycił reżysera Stevena Spielberga, że ten zaprosił go na plan filmu „Lista Schindlera”.
Rozmiłowany w kontrastach, na scenie przeradzający się w „demona wesołej i smutnej piosenki”, jak niegdyś zapowiadał go założyciel i dyrektor „Piwnicy pod Baranami” Piotr Skrzynecki, z łatwością poruszający się po różnych gatunkach i stylach muzycznych Jacek Wójcicki to niepowtarzalna sceniczna osobowość. Uwielbiają słuchać go starsi, młodsi, kobiety, mężczyźni - każdą publiczność potrafi porwać, tworząc barwne, jedyne w swoim rodzaju show.

Wychował się Pan w Krakowie i mieszka w tym mieście do tej pory. Jaki Kraków z okresu dzieciństwa Pan pamięta? Gdzie bawił się Pan z kolegami? Gdzie mieliście stałe miejsca spotkań?

- Kraków jest dla mnie wciąż miastem magicznym i w polskiej skali nie ma sobie równych. Nie myślę tu tylko o architekturze, zabytkach, historii, ale przede wszystkim o ludziach, którzy tu mieszkali i jeszcze mieszkają. Moim miejscem dzieciństwa był krakowski Zwierzyniec - dzielnica położona nieopodal Rynku, a jednocześnie mająca podmiejsko-wiejski charakter. Krowy pasące się na Błoniach, klasztor sióstr Norbertanek z przepastnymi lochami, gdzie chadzałem na religię, czy zaniedbane (wówczas) poaustriackie forty wokół Kopca Kościuszki - to miejsca moich nastoletnich zabaw.

Kto jako pierwszy zachwycił się Pańskim głosem?

- Nie pamiętam, bo miałem wtedy 4 lata, a może mniej? W przedszkolu stawiano mnie na taborecie i śpiewałem. Z opowieści rodzinnych wiem, że zbiegały się wtedy panie kucharki, opiekunki i rodzice innych dzieci, i wszyscy słuchali z zachwytem, a damska część widowni ocierała łzy. Potem już jako ośmiolatek dostałem się do do Chóru Chłopięcego Filharmonii Krakowskiej i wówczas rozpoczęła się moja muzyczna przygoda, a właściwie podróż, bo dzięki temu zwiedziłem kawał świata.

Pamięta Pan swój debiut na dużej scenie? Miał Pan tremę?

- Ponieważ w chórze zostałem solistą, to pamiętam, że bardzo się denerwowałem. Teraz występy mnie bawią i sprawiają frajdę. Oczywiście jest w tym wszystkim doza emocji, ale żeby to wyjaśnić, posłużę się cytatem mojego serdecznego kolegi, wspaniałego Zbyszka Wodeckiego, który na podobne pytanie odpowiedział: „... tak, denerwuję się - czy zapłacą?” (śmiech)

Kończył Pan szkołę teatralną, ale właściwie to pochłonęła Pana bardziej muzyka i estrada. To przypadek, czy raczej celowy wybór?

- Był to wybór - na ile świadomy - nie wiem? Kiedyś próbowałem swych sił w teatrze, ale kiedy poznałem smak „Piwnicy pod Baranami”, swobody, a czasem i nonszalancji twórczej, postanowiłem pójść tą drogą. A dzisiaj czuję się związany z muzyką i estradą.

Niemniej ma Pan na swoim koncie ciekawe role, chociażby w filmie „Ostatni dzwonek” Magdy Łazarkiewicz, „Korczak” Andrzeja Wajdy, czy w słynnej „Liście Schindlera”. Jak trafił Pan do filmu Stevena Spielberga?

- Spielberg zobaczył mnie na scence w Piwnicy, gdy odwiedził nasz kabaret. Dostałem autograf z pięknym wpisem i... zaproszenie do filmu. To jest właśnie to, co określamy mianem „zrządzenie losu”, traf, czy szczęśliwy zbieg okoliczności. No może z odrobiną własnego talentu? (śmiech).

Podobnie było z Magdą Łazarkiewicz, którą to Zbigniew Preisner zaprosił do Krakowa, mówiąc, że w kabarecie występuje „mały, czarny, kudłaty i może jej się nadam?” I się nadałem.

Obecnie pracuje Pan nad nową płytą, która ma się ukazać w pierwszej połowie 2014 roku. Jaki repertuar się na niej znajdzie? Do kogo przede wszystkim ją Pan kieruje?

- Będzie to całkowicie premierowy materiał. Wszystkie teksty napisał Michał Zabłocki. Trochę mnie już znudził belcantowy, lekko nadgryziony zębem czasu repertuar (śmiech). Postanowiłem „przewietrzyć” swój muzyczny wizerunek, a jednocześnie zrealizować marzenia o piosenkach napisanych dla mnie w szlachetnej, ale i popowej formie. Nagrywam tę płytę z muzykami młodszymi od siebie, ale o wielkim talencie i doświadczeniu muzycznym, zdobytym z innymi wykonawcami (m.in. De Mono, Piasek, Lombard). Mam wrażenie, że inspirujemy się i uczymy od siebie nawzajem. Nie mogę się doczekać wiosenno-letnich koncertów w tym składzie. Ciekaw jestem przyjęcia przez publiczność zarówno nowego materiału, jak i nowych aranżacji utworów, które śpiewam od lat. Szykujemy też kilka niespodzianek!

Zawsze starannie dobiera Pan utwory, które śpiewa Pan dla swojej publiczności na koncertach. A gdyby miał się odbyć koncert przygotowany specjalnie dla Pana, to jakiego repertuaru chciałby Pan posłuchać? Co koniecznie musiałoby się znaleźć w programie?

- Moi przyjaciele wiedzą, że od lat - a właściwie już dekad - uwielbiam zespół „Abba”, „Carpentersów”, „Alan Parsons Project”, czy Agnethę Faltskog (to ta blondynka z Abby). Wybór więc prosty.

Co Pan najbardziej ceni w swojej pracy?

- Profesjonalizm i talent.

Zawsze wygląda Pan młodo, młodziej niż wskazywałaby na to metryka, a podobno do trzydziestki musiał Pan jeszcze udowadniać, że jest pełnoletni :) Czy w związku z Pańskim młodzieńczym wyglądem przytrafiały się jakieś zabawne sytuacje?

- Nie wpuszczano mnie do kina na filmy od lat osiemnastu, po studiach wyglądałem na gimnazjalistę, zaś mówienie mi per „ty” ciągnęło się za mną bardzo długo, co mnie trochę irytowało, ale i bawiło.

Czy taki młodzieńczy wygląd pomagał, czy raczej przeszkadzał?

- Kiedyś chciałem wyglądać poważniej i chciałem być wyższy. Pamiętam nawet, jak pewną damę mój niewielki wzrost ogromnie rozczarował, bo jak stwierdziła „w telewizji wyglądam na dużo wyższego”. Opowiedziałem o tym Piotrowi Skrzyneckiemu. Piotr poradził mi, żeby w podobnych sytuacjach odpowiadać, że może nie jestem wysoki, ale jak stanę na portfelu, mam 185 cm. Nie wyobraża sobie pani jak to działa (śmiech).

Jedni zbierają pocztówki, inni namiętnie kupują płyty, mają kolekcję otwieraczy do puszek, albo z każdej podróży przywożą figurkę porcelanowego słonia. A czy Pan coś kolekcjonuje?

- Kontynuuję filatelistyczną pasję taty, choć raczej bardziej z tradycji i sentymentu niż zainteresowania oraz albumy, płyty, książki o Abbie i samolotach pasażerskich.

No właśnie, podobno jest Pan wielkim miłośnikiem lotnictwa. Jak zaczęła się ta pasja?

- Dalekie podróże z chórem i pierwsze loty samolotem do Bejrutu w Libanie (czterosilnikowy IŁ-18) i Shiraz w Iranie (Boeing 727) wywarły na mnie ogromne wrażenie. Od tego czasu uwielbiam latać i kolekcjonuję albumy, pocztówki i inne drobiazgi, związane z lotnictwem cywilnym, a dalekie loty uwielbiam.

Okres świąteczny jest pewnie dla Pana dość pracowity - koncerty Bożonarodzeniowe, Noworoczne... Ale udaje się Panu znaleźć odrobinę czasu na odpoczynek?

- Mam nadzieję, że tak, bo Święta Bożego Narodzenia bardzo lubię.

A jak u Pana w rodzinie wyglądają Święta? Czego nie może zabraknąć?

- Z potraw oczywiście będzie zupa grzybowa i karp. Wszyscy w rodzinie pilnujemy, żeby wraz z życzeniami dostać łuskę karpia. Chowamy ją do portfela lub w inne sekretne miejsca dla pomnożenia grosików. Pośpiewamy kolędy, a oko cieszyć będzie prawdziwa krakowska szopka, kiedyś zakupiona od znanego szopkarza ze Zwierzyńca - a jakże!

Pańska ulubiona potrawa wigilijna to...?

- Smażony karp, kompot z suszonych śliwek i czerwona kapusta z grochem.

I na koniec zapytam - czego życzyłby Pan sobie w Nowym Roku?

- Zdrowia i żeby mi się wciąż chciało chcieć.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała
Anna Piątkowska-Borek

Fot. Jacek Wrzesiński


Jacek Wójcicki - Oficjalna Strona Artysty: www.jacekwojcicki.eu
Dodał(-a) RedTech [inne wiadomości], czytane 14366 razy

Galeria

Komentarze

Linki

---------- R E K L A M A ----------
Drukarnia Kraków

Chmurka wyszukiwaczki

(eN), centrum przesiadkowe, Solne Miasto, Niemal milion, Wirtualny przelew, bucki, FAMILIJNA NIEDZIELA, oczyszczalnia ścieków, Bezpłatna kolonoskopia, Bodzanów, zakłady mięsne, powieszenie, pałac, ostrow, rajd rowerowy, archon+, Niepodległość sfotografowana, archiwum, mariusz trojan, elektrownie, wck.wadowice.pl, Dalewice, Myślenice, PECK, Spotkania z kulturą żydowską, Projekt planu do wglądu, Brzeźnica, kleszcze, kocierz, gemini, Bbbycku kochany, błaszkiewicz, beatus, STERYLIZA, Grzechynia,

Wiadomości polecamy

Projekt i realizacja CyfraNet.pl