WAŻNE: Nowe zasady dotyczące cookie
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów na naszej stronie Polityka dotycząca plików "cookies".
WERNER KENKEL 2

Użytkownicy online

39 gości online
Czekamy na wasze sugestie [email protected], listy [email protected] i zapraszamy do reklamy [email protected]

Galeria Gwiazd

Mieczysław Szcześniak: Założyłem, że będę niezależny

WywiadKultura • Czwartek, 28 lutego 2013, godz. 17:40
Mieczysław Szcześniak występy na scenie rozpoczynał jako sześciolatek. Dziś jego głos jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych w Polsce, a jego talent, umiejętności wokalne i gust muzyczny sprawiły, że artysta od lat cieszy uznaniem. Nigdy też nie poddał się panującej modzie. Jak sam mówi, założył, że będzie niezależny i będzie robił tylko „rzeczy, które idą mu po duszy i umyśle”. I nigdy tych postanowień nie złamał, za co publiczność darzy go ogromnym szacunkiem.
Już jako sześciolatek występował Pan z zespołem „Ikary”, a jako nastolatek z „Funk Factory”. Miał Pan wtedy czas jeszcze na inne pozaszkolne zajęcia, jak zabawy z kolegami, granie w piłkę, jazda na rowerze?

- Rower był w stałym użyciu, na podwórku bawiliśmy się codziennie, grając w przeróżne zespołowe gry. To były lata socjalizacji podwórkowej - takie czasy. Nie było komputerów i komórek, w TV były dwa programy, a w radio – trzy. Ludzie byli bardziej razem.

Jak wspomina Pan czasy szkolne? Czy były przedmioty, których Pan nie cierpiał?

- Byłem dobrym uczniem, brałem udział w olimpiadach polonistycznych, dostawałem nagrody, głównie książki, za którymi przepadałem. Słabo znosiłem ZPT (zajęcia praktyczno-techniczne). Nie przepadałem za piłką nożną, zupełnie odwrotnie niż nauczyciel WueFu, który wyzywał nas od cymbałów. To nie działało inspirująco. Ale nie było źle...

Śpiewał Pan czołówki do polskich wersji znanych disnejowskich seriali, jak chociażby „Kacze opowieści”, czy „Chip i Dale - Brygada RR”. Zdarzyło się Panu słyszeć jak maluchy śpiewają te piosenki - z uśmiechami na twarzy, sepleniącym głosem „blygada ll....”?

- Taaak!...Gęba śmieje się od ucha do ucha, a dusza się wzrusza ;))

A jakie piosenki z bajek i seriali ze swojego dzieciństwa Pan pamięta?

- Piosenki i melodie z „Reksia”, „Bolka i Lolka”, „Misia Colargola”, „Opowieści z mchu i paproci”, „Koziołka Matołka” i wiele innych, które były w telewizji z powodu corocznego konkursu teatrzyków dla dzieci. Oglądałem codziennie przez tydzień spektakle kukiełkowe i głosowałem na najlepsze – moim zdaniem – przedstawienia. Duże emocje, większe niż futbol.

Czyją muzyką dziś się Pan fascynuje? Którzy artyści są dla Pana autorytetem muzycznym? Z którymi chciałby się Pan spotkać na scenie?

- Podziwiam artystów, którzy oprócz wspaniałego warsztatu, osobowości, potrafią poruszyć głowę i serce. Takich, którzy mają wyraźną drogę w muzykowaniu i opowieści, przesłaniu. Którzy wzruszają, inspirują, dają nadzieję. I kreują jeszcze piękną formę. Jest ich wielu i w różnych stylistykach. Chciałbym nagrać płytę z orkiestrą symfoniczną.

A jak rozpoczęła się Pańska współpraca z Wendy Waldman, amerykańską kompozytorką i autorką tekstów, która jest producentem Pana ostatniej płyty „Signs”?

- Spotkaliśmy się z Wendy w Warszawie, biorąc udział w akcji Briana Allana pt. „Poland, why not...?”. Pomysł zasadzał się na tym, żeby spotkali się twórcy polscy i amerykańscy, by stworzyć razem kilka piosenek. Poszło nam, jak z płatka, więc postanowiliśmy kontynuować. Latałem do Los Angeles, Wendy – do Polski i przez 4 lata napisaliśmy, nagraliśmy i wyprodukowaliśmy ze 30 piosenek. Wtedy dopiero postanowiliśmy zrobić z tego płytę.

Jak wyglądała praca nad „Signs”? Czy odległości (płyta nagrywana była przecież w studiach polskich, w Los Angeles, w Nashville i w Londynie, wspólnie z muzykami polskimi i amerykańskimi) nie były wielkim utrudnieniem? Nie stanowiły przeszkody w tworzeniu utworów, próbach i nagraniach?

- Czas i odległość były spowalniaczami, ale dzielnie przez nie przebrnęliśmy i są owoce tej współpracy. Pracujemy właśnie nad drugą płytą, nagrywałem też na płytę LIFE CHOIR czarnoskórego chóru z LA, z innymi amerykańskimi wokalistami oraz dwie piosenki z Basią Trzetrzelewską.

Czym dla Pana samego jest ta płyta? Jakie miejsce zajmuje na tle wcześniejszej twórczości?

- To nowa, świeża fascynacja i przygoda. Mam koncepcję , żeby do popu dodawać fascynacje innymi gatunkami. Teraz przyszedł czas na inspirację amerykańskim folkiem – dużo dobrego odkryłem i przeżywam radość odkrywcy.

A kiedy pojawi się kolejna płyta, o której Pan wspomniał?

- Pracujemy z Wendy Waldman nad następną, skończymy pewnie pod koniec roku, więc wyjdzie w 2014, wiosną. Jeśli nie będzie następnego końca świata... ;))

Co dla Pana jest natchnieniem podczas pisania utworu?

- Różnie, czasem komponuję do tekstu, czasem powstaje najpierw muzyka – często melodyjki pojawiają się, kiedy prowadzę samochód - nagrywam je zwykle na komórkę, potem opracowuję. Czasem inspiruje mnie rytm i powstaje kompozycja. Ostania płyta „Signs” powstawała głównie przy gitarze z Wendy oraz z jej i moimi amerykańskimi kolegami.

Występował Pan z wieloma artystami światowego formatu. Czy któryś (któraś) z nich wywarł na Panu szczególne wrażenie?

- Bez przesady. Ledwo tego dotykam, ale podoba mi się coraz bardziej. Fajnie doznać potwierdzenia, że czym większy format, tym człowiek „łatwiejszy w obsłudze” ;))

Publiczność szanuje Pana za to, że zawsze chodził Pan swoimi drogami, nigdy nie poddał się Pan panującej modzie, komercji. Nie było to chyba łatwe we współczesnym świecie show-biznesu, w którym nie liczy się przekaz muzyczny, a wyłącznie zysk....?

- To zależy na czym komu zależy. Ja założyłem, że będę robił rzeczy, które idą mi po duszy i umyśle, że nie muszę mieć więcej, niż mi potrzeba, że będę niezależny. Jasne, że trzeba się borykać, ale wszystko, co coś warte – kosztuje. Lubię swoje życie.

Przeczytałam w jednym z wywiadów, że jedną z Pańskich pasji, poza muzyką oczywiście, jest ogród. Co konkretnie lubi Pan w nim robić? Ile czasu w nim Pan spędza?

- Jestem zapalonym dendrologiem-amatorem. Znam się trochę na drzewach i wiele ich w swoim hektarowym ogrodzie w Wielkopolsce posadziłem. Jest stary i nowy sad, są zagajniki z ozdobnych i dzikich drzew i krzewów, są liczne byliny i dzikie, lekko podrasowane łąki. Jest woda i górka, mieszkają u mnie ślimaki winniczki, jaszczurki, owady, ptaki i ludzie. Miejsce dla mnie, dla Rodziny i przyjaciół.

Przez jakiś czas mieszkał Pan w Krakowie. Jak Pan ten okres wspomina? Co szczególnie utkwiło Panu w pamięci?

- Mieszkałem kilkanaście lat na krakowskim Kaźmirzu (Kazimierzu). Były plany, żeby powstała tam artystowska dzielnica, ale biznes „podstolny” się rozlał i Kazimierz stał się wyszynkownią. Byłby dla ludzi, ale byłby inny... Mimo wszystko przepadałem za tym miejscem, ale podstępny i oszukańczy kapitalizm wygnał nas - mieszkańców kamienicy - przeróżnymi represjami. Zraziłem się, nikt w Krakowie nic z tym nie zrobił. I nie robili tego Żydzi – jak wielu mówi - tylko Polacy, którzy siebie nawzajem niemiłosiernie łupią, szczególnie tych słabszych, starszych. Mury kamienicy przy placu Wolnica 11 pamiętają moje trzy powstałe tam płyty. To był mój dom. Czasem mi się śni...

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała
Anna Piątkowska-Borek

Fot. Jacek Poremba
Dodał(-a) RedTech [inne wiadomości], czytane 9015 razy

Galeria

Komentarze

Linki

---------- R E K L A M A ----------
PROFI

Chmurka wyszukiwaczki

wypadek śmiertelny, Poronin, promil, młody polski wiolonczelista, Klaj, gminy, Tomice, Bednorz, Skrzyszów, taksówki, Zapisz się, ciepło, Głos Wędkarza, kawka, Sylwia Grzeszczak, Tandem, sprawdź paragon, lfo, w rowie, sylwester 2016, ZE ZRĘCZYC, OWSIAK, felietony, most w żywcu, zakopower, clif, radiowozu, foto.podhale.pl, bóle głowy, aerobik, smzk, Historia we wspomnieniach, przedszkole nr 4, Karate, kłaju,

Wiadomości polecamy

Projekt i realizacja CyfraNet.pl