WAŻNE: Nowe zasady dotyczące cookie
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów na naszej stronie Polityka dotycząca plików "cookies".
superdrzwi

Użytkownicy online

42 gości online
Czekamy na wasze sugestie [email protected], listy [email protected] i zapraszamy do reklamy [email protected]

Galeria Gwiazd

Maja Włoszczowska: Szybko złapałam bakcyla rywalizacji

WywiadSport • Środa, 21 listopada 2012, godz. 19:14
Maja Włoszczowska wychowała się w rodzinie, w której latem wspólnie jeżdżono na rowerach, zimą - na nartach. Któregoś dnia, dla zabawy, wystartowała w Amatorskich Mistrzostwach Polski Family Cup w Karpaczu. Okazało się, że jest naprawdę dobra - zajęła tam drugie miejsce, ale w kolejnym roku była już pierwsza. Szybko też złapała przysłowiowego „bakcyla” i zaczęła pojawiać się na coraz to bardziej profesjonalnych zawodach. Dziś jest jedną z najsławniejszych zawodniczek kolarstwa górskiego w Polsce.
Pamiętasz jeszcze swój pierwszy rower? Jak wyglądał?

Jako kobieta oczywiście zapamiętałam tylko kolor ;). Był niebieski i miał, rzecz jasna, z tyłu doczepiane dwa kółka.

Ile miałaś lat, jak zaczynałaś uczyć się jeździć?

Prawdę powiedziawszy, nie pamiętam. Było to jeszcze w Warszawie, gdzie się urodziłam i mieszkałam do piątego roku życia. Tak więc zapewne miałam 4-5 lat.

A pamiętasz jeszcze, jak zdawałaś egzamin na kartę rowerową?

Jasne. Ósemki wyszły mi perfekcyjnie ;). Z teorią też poszło gładko.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z kolarstwem górskim i dlaczego akurat taki rodzaj kolarstwa wybrałaś?

Wychowałam się w rodzinie, która ma wielką pasję do sportu. Niekoniecznie zawodowego. Zimą zawsze jeździliśmy na nartach zjazdowych, latem na rowerach. Gdy w Karpaczu organizowane były Amatorskie Mistrzostwa Polski Family Cup, postanowiliśmy w ramach rozrywki, wziąć w nich udział. Okazało się, że jestem niezła – w pierwszym roku zajęłam drugie miejsce w ogólnopolskich finałach, w kolejnym byłam najlepsza. Wtedy do klubu zwerbował mnie trener lokalnego klubu Pan Zdzisław Szmit. Bynajmniej nie byłam przekonana, czy mam ochotę trenować na rowerze codziennie. Jednak jak już pojawiłam się na treningu i zaczęłam startować w coraz to poważniejszych zawodach, szybko złapałam bakcyla rywalizacji i tak trenuję do dziś. W tej chwili kolarstwo to już nie tylko moja pasja, ale i zawód, na co chociażby wskazuje nazwa mojej drużyny kolarskiej CCC Polkowice: „zawodowa”.

Podobno to Twoja mama pierwsza Cię dopingowała. Jak to robiła? Jak Cię zachęcała do jazdy na rowerze?

Czasem nie zachęcała, tylko mówiła, że jedziemy i koniec ;). Nie było dyskusji. Ale przeważnie zachęcać nie musiała, bo ta forma spędzania wolnego czasu bardzo mi do gustu przypadła. Tym bardziej, że przeważnie jeździliśmy na weekendowe wycieczki, czy rowerowe wakacje ze znajomymi, których córka była moją przyjaciółką.

Pamiętasz swoje pierwsze starty? Przeszło Ci wtedy przez myśl, że któregoś dnia będziesz Mistrzynią Świata i medalistką olimpijską?

A w życiu! Nie wierzyłam, że mogę być Mistrzynią Polski juniorek, a co dopiero Mistrzynią Świata w elicie! Do wszystkiego dojrzewałam etapami. Jak już wygrałam ważny wyścig w Polsce, to zaczęłam myśleć o Mistrzostwach Polski, gdy na pierwszych swoich Mistrzostwach Świata juniorek w 2000 roku zdobyłam srebro, moim celem na następny rok stał się złoty medal. Na początku swojej kariery tak naprawdę nie potrzebowałam wielkiej motywacji. Po prostu lubiłam jeździć na rowerze, startować w zawodach, jak trenowałam, chciałam to robić najlepiej jak potrafię, jak startowałam - zawsze chciałam wygrywać. Tak mam zresztą do dziś. Gdy ze znajomymi idę na gokarty, wściekam się, jeśli nie jestem najlepsza ;). Ale oczywiście z honorem znoszę porażki.

Wolisz zawody cross-country czy maraton MTB?

Jedno i drugie jest ciekawe. Cross-country paradoksalnie jest znacznie cięższe niż maraton. Ale i ciekawsze. Znacznie trudniejsze technicznie od maratonu. Rozumiem jednak zwolenników dłuższych dystansów – tam do pokonania jest zazwyczaj jedna długa pętla, więc często nie wiadomo, co nas czeka. Na XC pokonujemy kilka okrążeń po 4-5 km.

Jak się sama motywujesz, kiedy podczas jazdy zaczyna Ci brakować sił?

Jem żela energetycznego ;). Choć czasem to nie pomaga… Jeśli ten brak sił zdarza się na treningu, to znaczy, że należy go odpuścić i wypocząć przed kolejnym. Jeśli natomiast jest to na wyścigu, staram się mobilizować wszystkie komórki swojego organizmu do pracy. Myślę o tym, że innym zawodniczkom też jest ciężko i ta, która właśnie taki moment przetrzyma, wygra.

Na trasie często zdarzają się upadki, kontuzje, rany, po których zostają blizny... Pamiętasz, których gdzie się nabawiłaś?

Jasne. W żartach śmieję się, że to moje pamiątki ze sportowych podróży ;). Na szczęście większość to efekt drobnych upadków, które nie wywołują żadnych przykrych wspomnień.

Liczyłaś kiedyś, ile godzin dziennie spędzasz na rowerze?

Mój codzienny trening zajmuje mi od 1 do 5 godzin. Rekord to 6,5 godziny na siodełku. Średnio wychodzi jednak około 2,5-3 godziny.

A po mieście jak jeździsz - samochodem, czy też na rowerze? :)

Jeśli wybieram się do miasta, to jestem przeważnie między jednym treningiem a drugim z pilną sprawą do załatwienia, więc wtedy jednak lepiej sprawdza się samochód – przynajmniej na Jelenią Górę, gdzie mieszkam i do centrum mam około 7 km. Gdyby jednak przyszło mi mieszkać na stałe w większym mieście i nie uprawiać już sportu zawodowo, to jestem przekonana, że używałabym do poruszania się miejskiego roweru znacznie częściej niż czterech kółek.

Zimą podstawą Twojego treningu są narty biegowe. Czy nie chciałabyś kiedyś wystartować też w zawodach w tej konkurencji?

W amatorskich już startowałam. Dwa razy, za każdym razem kończąc zwycięstwem ;). Wśród profesjonalnych zawodniczek jestem jednak pewna, że szans bym nie miała. Lata treningu, przede wszystkim nad techniką. Ale kto wie, życie przede mną…

W jednym z wywiadów wspomniałaś, że jak tylko masz wolny czas, to spędzasz go z rodziną lub dobrą książką. Po jakie gatunki literackie najczęściej sięgasz i jakich autorów najchętniej czytasz?

Różnie. Gusta mi się zmieniają. Kiedyś czytałam książki psychologiczne, później przygodowe, ostatnimi czasy kryminały. Właśnie zabrałam się za trzeci tom trylogii Millennium Stieg’a Larsson’a.

Wspólnie z miastem Jelenia Góra, w którym mieszkasz, organizujesz wyścig „Jelenia Góra Trophy – Maja Włoszczowska MTB race”. Jaka jest specyfika tego wyścigu?

Nieskromnie stwierdzę, że mój wyścig współorganizowany przez miasto Jelenia Góra i LangTeam to najciekawsza impreza XC w Polsce. Staram się, by zawsze na starcie, oprócz czołowych polskich zawodników, stanęły także gwiazdy światowego kolarstwa MTB.

Rywalizujemy w dwóch konkurencjach. Najpierw w tzw. „Eliminatorze”, czyli zawodach sprinterskich na liczącej nieco ponad kilometr pętli, w samym sercu Jeleniej Góry – zawodnicy przejeżdżają nawet przez gmach Ratusza! Dwa dni później przychodzi czas na olimpijskie cross-country, którego trasa znajduje się w malowniczym Parku Paulinum. Bardzo selektywna, interwałowa, z licznymi stromymi podjazdami oraz trudnymi do pokonania fragmentami technicznymi. Wszystko jest bardzo zwarte, więc kibice, stojąc w jednym miejscu, mogą długo podziwiać i dopingować zawodników.

Na co dzień trenujesz w okolicy Jeleniej Góry, ale czy zdarza Ci się też na trening przyjechać do Małopolski? Masz tu jakieś swoje ulubione miejsca?

Cóż. Jestem lokalną patriotką i jeśli mogę wybierać, zawsze będę trenować u siebie, w Jeleniej Górze, gdzie i zimą, i latem mam doskonałe warunki. W Małopolsce miałam okazję trenować tylko zimą – na zgrupowaniach w Zakopanem. Niewątpliwie piękne tereny. Fajną, sportową atmosferą cieszy się ośrodek COS, który gości zawsze reprezentantów różnych dyscyplin, więc można tam podpatrzeć, jak trenują inni sportowcy.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała
Anna Piątkowska-Borek

Fot. Archiwum CCC Polkowice
Dodał(-a) RedTech [inne wiadomości], czytane 9239 razy

Galeria

Komentarze

Linki

---------- R E K L A M A ----------
Drukarnia Kraków

Chmurka wyszukiwaczki

By wielka woda, tydzień kultury, brzesko-koszyce, nowy dyrektor, Pałac Przychockich, ciekawe, Straż, Dożynki 2016, zasań, fałszywych zeznań, Dębiccy, dni proszowic, suszec, szopa, Sobczak, Dobczyce, choroby rzadkie, Rabka, Ziemia Żywiecka, (eN), anna trzop, Ewelina, okiem, Perły Powiatu, wojciech hajduk, Szkoła Futbolu Staniątki, solanka, Impreza, sulkowice, dzieci, ekoaktywni, XLII sesja Rady Gminy Gołcza, podpalenia, dziady, targi edukacyjne,

Wiadomości polecamy

Projekt i realizacja CyfraNet.pl